<?xml version="1.0" encoding="iso-8859-2"?>
<rss version="2.0">
<channel>
<title>Wojownicy Pana</title>
<link>http://www.rozaniec.pun.pl</link>
<description> Wojownicy Pana</description>
<language>pl</language>
<docs>http://backend.userland.com/rss</docs>
<item>
<title></title>
<link>http://www.rozaniec.pun.pl/viewtopic.php?pid=71#p71</link>
<guid isPermaLink="false">71@http://www.rozaniec.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Boże, Ty wiesz, jak wielka jest moja zdolność do okłamywania samego siebie. Ty wiesz również, że umiem przesadzać i dramatyzować swoje upad&#172;ki. Daj mi proszę trzeźwy umysł, realizm i uczciwość w ocenie samego siebie. Pozwól, żebym wciąż pamiętał o Twojej cierpliwej miłości wobec mnie. Ty nie zniechęcisz się ani nie załamiesz na mój widok. Daj mi odwagę, bym stanął w prawdzie przed Tobą.<br /><br />Przypomnij sobie: Kiedy ostatni raz przystąpiłeś do Sakramentu Pokuty? <br />Czy nie zapomniałeś i nie zataiłeś grzechu ciężkiego? (Jeśli tak to powiedz o tym na samym początku spowiedzi)<br />Czy wypełniłeś pokutę, naprawiłeś krzywdę i szkodę?<br /><br />Moje grzechy przeciwko Bogu<br /><br />&#8224; Czy wierzę, że Bóg mnie kocha i że interesuje Go Moje życie?<br />&#8224; Czy żyję tak, jakbym Boga nie potrzebował &#8211; polegał wyłącznie na własnych siłach, sądzę, że wszystko zależy ode mnie, wiem lepiej, co dla mnie dobre, a co złe (pycha)<br />&#8224; Czy zapominam o tym, że zawsze mam się modlić, porozmawiać z Bogiem,&nbsp; niezależnie od tego, co czuję, czy jest mi dobrze, czy źle?<br />&#8224; Czy zanoszę do Niego tylko błagania &#8211; nie dziękuję i nie uwielbiam?<br />&#8224; Czy ograniczam modlitwę tylko do pacierza?<br />&#8224; Czy odrzucam sakramenty albo nie traktuję ich poważnie (rzadko spowiadam się, rzadko przystępuję do komunii, opuszczam Mszę św. lub chodzę na nią jak niewolnik)- nie korzystam z Bożych darów dla mnie?<br />&#8224; Czy przystępowałem do komunii z ciężkim grzechem na sumieniu, bez wcześniejszej spowiedzi?<br />&#8224; Czy uczestniczę we Mszy św. jak obserwator i kibic?<br />&#8224; Czy czytam Pismo Św?<br />&#8224; Jak wygląda moje uczestnictwo w katechezie?<br />&#8224; Czy szanuję świat, naturę &#8211; czy znęcam się nad zwierzętami, niszczę przyrodę?<br />&#8224; Czy wierzę w zabobony (czarny kot, siostra zakonna, kominiarz i inne)?<br />&#8224; Czy wierzę w horoskopy, kamienie, talizmany, wróżki, szeptuchy itp., czy przywiązuję do tego wagę?<br /><br />Zgrzeszyłem przeciwko moim bliźnim<br /><br />&#8224; Czy jestem egoistą, szukam tylko własnego dobra, inni ludzie są jedynie środkami do moich celów?<br />&#8224; Czy wybieram tylko te znajomości, które sprawiają mi przyjemności?<br />&#8224; Czy narzucam własne zdanie, chcę zawsze mieć rację i ostatnie słowo, nie słucham innych i nie staram się przed innymi?<br />&#8224; Czy szufladkuję ludzi, przypisuję im etykietki, ostro krytykuję i oceniam?<br />&#8224; Czy niszczę dobro wspólne: w szkole &#8211; ławki, pomoce szkolne i inne; na ulicy (wandalizm)?<br />&#8224; Czy przebaczam, umiem mówić &#8222;przepraszam&#8221;, przyznaję się do winy?<br />&#8224; Czy kłamię, ubarwiam moje opowiadania, przesadzam dla efektu?<br />&#8224; Czy lubię plotkować?<br />&#8224; Czy zdradzam cudze tajemnice, wykorzystuję otrzymane informacje przeciwko innym?<br />&#8224; Czy jestem uczciwy?<br />&#8224; Czy oddaję rzeczy pożyczone?<br />&#8224; Czy potrafię dziękować ludziom?<br />&#8224; Czy zdarzają mi się grzechy seksualne?<br />&#8224; Czy oglądam pornograficzne filmy i czasopisma?<br />&#8224; Czy nakłaniam innych do grzechu, do zła?<br /><br />Zgrzeszyłem przeciwko sobie<br /><br />&#8224; Czy zastanawiam się nad celem i sensem mojego życia?<br />&#8224; Czy jestem bardzo nieodpowiedzialny, ciągle się bawię (np. częste siedzenie przed komputerem &#8211; w internecie czy grach komputerowych- np. Tibie lub inne które wpływają na nasze patrzenie na świat i budzą agresję,) przez co nie uczestniczę w życiu i obowiązkach rodzinnych<br />&#8224; Czy marnuję czasu, nie planuję?<br />&#8224; Czy jestem leniwy, łatwo się zniechęcam?<br />&#8224; Czy idę na łatwiznę, marnuję swoje zdolności &#8211; odpisuję zadania ( sam ich nie robię &#8211; nie chce mi się), ściągam?<br />&#8224; Czy utrzymuję kontakty głównie z tymi, którzy się nade mną litują, a nie z tymi, którzy wymagają?<br />&#8224; Czy przywiązuję zbytnią wagę do rzeczy materialnych?<br />&#8224; Czy wychowuję swoją seksualność (sięganie po pornografię, nieczyste myśli, nieczyste-wirtualne znajomości przez internet, samogwałt, współżycie)?<br />&#8224; Czy szanuje swoje zdrowie (papierosy, alkohol, narkotyki, brak sportu)?<br /><br />Proszę Cię Panie o Twoją pomoc w szczerym, bez krętactw, wyznaniu moich grzechów. Daj proszę mądrość i cierpliwość spowiednikowi: przemawiaj do mnie przez niego - chcę widzieć wyraźniej, co i jak mogę w sobie zmieniać. Niech ten sakrament będzie dla mnie źródłem radości i nadziei na to, że w całym moim pokręceniu mogę stawać się świętym.]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 29 PaÂdziernik</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 29 PaÂdziernik</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.rozaniec.pun.pl/viewtopic.php?pid=70#p70</link>
<guid isPermaLink="false">70@http://www.rozaniec.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<img class="postimg" style="float: left; clear: left" src="http://dzieckonmp.files.wordpress.com/2010/01/wieseiek.jpg?w=200&h=200" alt="http://dzieckonmp.files.wordpress.com/2010/01/wieseiek.jpg?w=200&amp;h=200" />Stałem ledwo na nogach, ale patrzyłem bezczelnie matce w twarz, mówiąc: Ależ ja nie biorę! Potrafiłem jej ukraść pieniądze, które dostała z ZUS-u po śmierci ojczyma. Stoczyłem się na samo dno ? opowiada Wiesiek Jindraczek.<br />Gdy mówię ludziom, że czuję się mordercą, nie chcą wierzyć. Tak. Jestem mordercą. Wielu ludzi zabiła heroina, którą im dałem. Nie jest łatwo żyć z taką świadomością, ale nie budzę się już zlany zimnym potem. Wiesz dlaczego? Bo w chwili, gdy poszedłem do spowiedzi i usłyszałem słowa: Ja odpuszczam tobie grzechy, kamień spadł mi z serca.<br /><br />Boże, spadaj<br />Mając piętnaście lat, ja ? stary ministrant, powiedziałem Bogu: Spadaj!. Byłem strasznie zakompleksiony, miałem potwornie niską samoocenę. Wydawało mi się, że jestem do niczego. Przestałem chodzić do kościoła. Mieszkałem w Jaśle. Lata osiemdziesiąte: brud, monotonia, komuna, szarzyzna, żadnej rozrywki. Apatia. Uciekłem na ulicę. Włóczyliśmy się z kumplami po mieście, piliśmy jabole po bramach. Potem pojawiły się prochy. Kumpel chodził do szkoły farmaceutycznej, a oni na zajęciach używali koteiny i efedryny. Żarłem je łyżeczką do herbaty. Mam w sobie całą tabliczkę Mendelejewa. Do produkcji używałem amoniaku i innych świństw. To cud, że żyję. Mam tylko osiem swoich zębów. Specjaliści dawali mi kilka lat życia. Ćpałem? dwadzieścia kilka. Wiesz, mnie to powinno się zamknąć w opakowaniu z formaliną i pokazywać po szkołach. Wszedłem w heroinę, kompot. Puszczało się Hendrixa, Janis Joplin i dawało w żyłę. Długie włosy, hipisi, flower&#8211;power. Powszechne wówczas klimaty. Dziś narkotyki są na wyciągnięcie ręki. Czysta konsumpcja. A my? My naprawdę chcieliśmy zmieniać świat! Uważaliśmy się za elitę tego smutnego, zapyziałego miasta. To była forma kontestacji systemu. Tyle że uciekliśmy w ślepą uliczkę.<br /><br />Ludzie mnie nienawidzili<br />Po trzech latach dawania w żyłę miałem bezczelność przekonywać ludzi: nie jestem uzależniony! Biorę, bo chcę. Zawsze mogę przestać. Ale nie potrafiłem już przestać. Zaczęły się wyjazdy, ucieczki, milicja. Wielu moich znajomych zmarło. Dostawali zapaści, wynosiło się ich na ulice i ?zdychaj, bracie?. Rzadko się ich reanimowało. Po co mieć milicję na karku? W samym Jaśle zmarło z dziesięć osób. Naprawdę czuję się mordercą. Ludzie mnie nienawidzili. Przechodzili na drugą stronę ulicy. Brzydzili się mną. Skąd brałem kasę? Kradłem, wykręcałem ?dziesionę? ? napad z rabunkiem. Zawsze miałem farta: gdy na milicji robił się ?smród?, kompletnie nieświadomie zmieniałem mieszkania, szedłem się leczyć. Wracałem, a ludzie mówili: Ty to masz szczęście. Wiesz, ilu ludzi pozamykali? Zawsze mi się upiekło.<br />Byłem bezczelny.<br />Stojąc ledwo na nogach, patrzyłem matce w twarz i mówiłem: Ależ mamo, ja jestem czysty. Gdy zwężały mi się po narkotykach źrenice, brałem atropinę i zakraplałem sobie oczka. Oszukiwałem matkę od świtu do nocy. Była bezsilna. Potrafiłem ukraść jej pieniądze, które dostała z ZUS-u po śmierci ojczyma. Rozumiesz? Samo dno. Nie miała już kompletnie siły. W końcu po dwudziestu latach za namową proboszcza zdobyła się na szaleństwo. Powiedziała: albo jedziesz na pielgrzymkę do Medjugorie, albo wylatujesz na ulicę. Która matka tak powie dziecku? Ale to mnie ocaliło! Wszystko zaczęło się od niezwykłego ?zbiegu okoliczności?.<br />Płakała przez całą noc<br />Szedłem naćpany ulicą. Patrzę, a naprzeciwko idzie jakiś śmieszny człowiek w sutannie. I, zabij mnie, ja do dzisiaj nie wiem, dlaczego do niego podszedłem. Nie mam pojęcia. Widząc takich ludzi, uśmiechałem się z politowaniem i omijałem ich szerokim łukiem. Wtedy podszedłem. Zaczęliśmy rozmawiać. Okazało się, że ?przypadkowo? trafiłem na jedynego w Polsce księdza, który? rozkręca wspólnoty Cenacolo dla narkomanów. Zbieg okoliczności? Spotkał się z moją matką, długo rozmawiali. Po tej rozmowie w akcie desperacji matka zdobyła się na szaleństwo: wyrzuciła mnie z domu.<br /><br />Stała w oknie na dziewiątym piętrze, widziała, jak leżę pod ścianą zaćpany do nieprzytomności. Ślęczała przez całą noc w oknie, modliła się i płakała jak bóbr. Pękało jej serce, ale powiedziała sobie: Nie podejdę. Jak święta Rita modliła się: Boże, jak on ma taki być, to go zabierz. Nie mogę już patrzeć, jak on umiera. Powiedziała krótko: Jedziesz na pielgrzymkę do Medjugorie. Krótka piłka. Pojechałem pierwszy raz na sylwestra 1999. Pierwszy raz w życiu na Kriżewac wyszedłem pijany jak bela. Pielgrzymka zeszła, a po chwili wyczołgałem się ja: poharatany, z podartą kurtką, bez buta. W styczniu! Pielgrzymi złapali się za głowy. Chcieli mi pomóc, ale nie wiedzieli jak. W pensjonacie, gdzie mieszkałem, wyczyściłem całą półkę z alkoholem. Piłem wszystko: wino, rakiję, rum, koniak. Chorwat wywalił mnie z pensjonatu. Wróciłem do Polski. Nic się nie zmieniło.<br /><br />Szukałem sznura, by się powiesić<br />Matka była twarda. Po kilku miesiącach wysłała mnie do Medjugorie po raz drugi. Powiedziała: Nie ma powrotu. Albo zostaniesz tam we wspólnocie Cenacolo, albo nie masz po co wracać. Zamieszkałem we wspólnocie, ale nie wytrzymałem długo. Uciekłem. Wylądowałem na ulicy. Złapał mnie narkotykowy głód i piłem przez tydzień. Upał czterdzieści stopni, a ja brudny, uwalany, pijany i niesamowicie śmierdzący. Wiesz, jak śmierdzi narkoman na głodzie? Śmierci trupem. Ludzie omijali mnie szerokim łukiem.<br /><br />Nikt nie chciał mnie zabrać do Polski. Ludzie uciekali na mój widok. Narkoman to trędowaty. Przez dwadzieścia lat co chwilę słyszałem za plecami: Skur?syn, degenerat. To były najłagodniejsze sformułowania. Po tygodniu wałęsania się po ulicach zacząłem szukać sznura. Chciałem się powiesić. I wtedy niespodziewanie spotkałem ojca Slavko Barbaricia.<br />W piekle<br />Franciszkanin popatrzył na mnie i ku mojemu zdumieniu nie wystraszył się. Powiedział: Przyjmę cię do mojej wspólnoty. Mnie, brudasa?! Wypaliłem wprost: OK. Ale nie mam zamiaru się leczyć, chcę dalej ćpać. Jest piątek. W środę wracam do Polski. A on uśmiechnął się i powiedział: Dobrze.<br /><br />Gdy dzisiaj przypominam sobie jego uśmiech, po plecach przechodzą mi ciarki. On już wtedy wiedział, że ja nigdzie nie pojadę! Jak anioł. Ten łagodny mnich we mnie, śmierdzącym trupem narkomanie, zobaczył samego Jezusa! Jak Matka Teresa, która w żebraku wołającym: ?Pragnę? ujrzała cierpiącą twarz Boga. Ojciec Slavko przyjął mnie do pracy. Inni harowali, ja paliłem papierosy. Miałem jeden cel: wytrzymać kilka dni i wrócić.<br /><br />W sobotę wieczorem miała być modlitwa w kościele. Poszedłem, bo to był obowiązkowy punkt programu. Wszedłem do kościoła po dwudziestu pięciu latach. Wynudziłem się jak mops. Odsiedziałem to klepanie zdrowasiek, bo musiałem. Po Mszy znajomy Chorwat spytał: Zostajesz na adoracji? A ja potwornie wynudzony i zmęczony powiedziałem: Zostaję. Nie mam pojęcia, dlaczego. Wystawiono Najświętszy Sakrament. I wtedy przyszedł moment, że sięgnąłem dna. Poczułem, że została we mnie tylko ciemność i potworna rozpacz. Nie umiem o tym opowiadać? Wyłem jak pies: Boże, jeżeli istniejesz, ratuj! Jeszcze w Niego nie wierzyłem.<br /><br />Mówiłem warunkowo: Jeśli istniejesz, to mi pomóż. I pokazał mi, że istnieje. W jednej chwili opanował mnie nieznany spokój. Światło. W ciągu sekundy przestałem być narkomanem. Wiem, wiem, wszyscy mówią, że narkomanem jest się do końca życia. Ja nie jestem. On mnie uratował.<br /><br />Po dwóch tygodniach zadzwoniła mama. Gdzie jesteś? ? spytała drżącym głosem. ? W Medjugorie. ? Nie wierzę, na pewno jesteś na jakiejś melinie. Na szczęście był obok mnie ojciec Slavko. Wytłumaczył jej, co się stało. Ale i wtedy nie dowierzała. Dopiero gdy kilka miesięcy później przyjechała i zobaczyła mnie, rozpłakała się ze szczęścia.<br />Przebaczyłem sobie<br />Poszedłem do spowiedzi i usłyszałem słowa: Ja odpuszczam tobie grzechy. Kamień spadł mi z serca. Wybaczyłem sobie. Widzę, że ludzie popełniają zasadniczy błąd: Bóg im wszystko wybacza, ale oni nie potrafią wybaczyć sami sobie. W czasie rekolekcji ojca Jozo Zovko spotkałem młodą kobietę. Widać było, że coś ją gryzie. Okazało się, że będąc dzieckiem, poszła do Komunii bez zachowania postu eucharystycznego. Wydaje się, że to drobnostka, ale jej nie dawało to spokoju. Wielokrotnie się z tego spowiadała, ale zawsze wstawała z konfesjonału z poczuciem winy. Opowiedziała o tym w czasie rekolekcji, a ojciec Jozo, zazwyczaj łagodny, potraktował ją bardzo ostro: To jest pycha! Skoro Bóg ci wybaczył, a ty sama nie możesz, to znaczy że stawiasz się ponad Nim. Kim jesteś? Obraziła się na niego. Afera! Ale franciszkanin, nie wiedząc o tym, na drugi dzień podszedł do niej i przytulił ją. Odpłynęła? I było po sprawie.<br /><br />Gdybym sobie nie wybaczył tego, co zrobiłem, wyrzuty sumienia by mnie zżarły. Ja nie żyję przeszłością. Jestem tu i teraz. Dzisiaj. To, co było wczoraj, minęło. Nie wiem, co przyniesie jutro. Sam Jezus powiedział: Dosyć ma dzień swojej biedy. Po co się martwić na zapas? Świat pędzi na oślep, zabiegani ludzie nie zauważają Bożej obecności. W Hercegowinie, gdzie mieszkam, życie płynie inaczej. Tam faceci spotykają się na filiżance espresso i sączą ją przez godzinkę. Gdy podali mi pierwszy raz ten naparstek kawy, połknąłem go jak ryba i po sprawie. A oni mają czas. Spotykają się, gadają, zmówią przy okazji Różaniec. Ja też wyhamowałem. Odetchnąłem. Kiedyś było inaczej. Narkoman żyje w nieustannym stresie. Nawet jeśli ma towar na rano, to nie wiadomo, czy starczy do wieczora. Będzie kasa, czy nie? Przyjdzie diler, czy go złapali? Kłębek nerwów.<br /><br />To ja, Wiesiek<br />Podchodzę do Jezusa jak do najlepszego przyjaciela. Siadam w malutkiej kaplicy i mówię: Panie Boże, to ja, Wiesiek. I opowiadam Mu o tym, że skaleczyłem się w palec i nie mogę pracować. Przychodzę do Niego ze wszystkim. Siedzę i tracę czas. Z prawdziwym przyjacielem nie trzeba słów. Jedna nobliwa kobieta powiedziała mi ostatnio: Pan się za bardzo spoufala z Bogiem. Jak może się pan modlić o pieniądze! A kogo mam o nie prosić? Całe życie kłamałem, więc przynajmniej teraz chcę być szczery. On zna mnie na wylot. Po co mam się oficjalnie przedstawiać: Witaj Boże, to ja, Wiesław Jindraczek, nawrócony grzesznik rocznik 1960?]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 29 PaÂdziernik</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 29 PaÂdziernik</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.rozaniec.pun.pl/viewtopic.php?pid=69#p69</link>
<guid isPermaLink="false">69@http://www.rozaniec.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Medjugorje &#8211; Cenacolo<br /><br />Korzenie mojej narkomanii sięgają głębiej aniżeli pierwsze wstrzyknięcie sobie heroiny. Moi rodzice na swój sposób kochali mnie i chcieli dla mnie jak najlepiej.<br /><br />Byli zawsze zapracowani i zatroskani przede wszystkim o dobra materialne. Cierpiałem mocno z tego powodu, bo bardzo kochałem ojca. Chociaż byliśmy rodziną katolicką, to jednak Pan Bóg i sprawy duchowe były zepchnięte daleko na margines naszego życia.<br /><br />Prawie nigdy wspólnie nie modliliśmy się. Szliśmy wprawdzie w niedzielę na Mszę św., ale każdy osobno. Tato jechał sam swoim samochodem, a mama swoim, a po powrocie do domu często kłócili się ze sobą.<br /><br />Byliśmy bogaci i nic nam nie brakowało, jednak atmosfera w rodzinie była napięta i nerwowa. Wszystko to, z biegiem czasu sprawiło, że coraz bardziej traciłem zaufanie do moich rodziców. Natomiast szukałem oparcia w grupie starszych kolegów z ulicy, którzy mi imponowali swoim zachowaniem i sposobem bycia. Chciałem ich naśladować.<br /><br />Pod ich wpływem w wieku 14 lat po raz pierwszy zapaliłem papierosa. Bardzo szybko stałem się nałogowym palaczem. Kiedy późnym wieczorem wracałem do domu, moja mama wyczuwała, że mam ubranie przesiąknięte dymem. Na pytanie czy palę, stanowczo zaprzeczałem, kłamiąc, że byłem tylko z kolegami w barze i stąd ten zapach.<br /><br />Gdy miałem 15 lat przestałem słuchać moich rodziców. Chciałem być wolny i niezależny, a wolność rozumiałem jako nieograniczoną możliwość robienia wszystkiego, na co miałem ochotę. Poddałem się skrajnemu lenistwu, co sprawiło, że zacząłem przeżywać okresy zniechęcenia i wielkiej nudy. Robiłem tylko to, co mi się podobało.<br /><br />Zaniedbywałem naukę, uciekałem od wysiłku i odpowiedzialności. Szukałem ciągle nowych przyjemnych wrażeń.<br /><br />Starsi koledzy szybko wprowadzili mnie w świat pornografii i pierwszych doświadczeń seksualnych. Początkowo krępowałem się i miałem wyrzuty sumienia, lecz przełamywałem psychiczne opory. Za wszelką cenę chciałem zaimponować moim kolegom, oraz czuć się przez nich akceptowanym, dowartościowanym, i dlatego brnąłem w tym bagnie coraz dalej. W głębi mojego serca tęskniłem jednak za wielką miłością. Chciałem kochać i być kochanym. Odczuwałem dziwny niepokój i bolesną pustkę, która się potęgowała i była trudna do zniesienia. Szczególnie nasilało się to, po różnych seksualnych wyskokach.<br /><br />Gdy miałem 16 lat przeżywałem właśnie takie okresy psychicznego dołka. Chcąc się z nich wydostać, zacząłem sięgać po alkohol i różne pigułki. Ponieważ nie przynosiło to spodziewanych rezultatów, pewnego dnia po raz pierwszy w życiu zdecydowałem się wziąć marihuanę. Przeżyłem chwilową ulgę, odprężenie. Doświadczyłem co to znaczy być na &#8222;high&#8217;u&#8221;, ale kiedy &#8222;high&#8221; minął, rzeczywistość okazała się jeszcze boleśniejsza. Rodziło się więc pragnienie, żeby ponownie zażyć i przeżyć kolejny psychiczny odlot.<br /><br />Z czasem marihuana stała się za słaba i już mi nie wystarczała, zacząłem więc brać heroinę. Nie uważałem siebie wtedy za narkomana. Sądziłem, że to jest nie możliwe, żebym kiedykolwiek mógł się nim stać. Uważałem się za lepszego, inteligentniejszego od innych, oraz że byłem w stanie w każdej chwili zaprzestać brania narkotyków.<br /><br />Jednak w miarę upływu czasu, gdy coraz częściej wstrzykiwałem sobie heroinę, zacząłem się niepokoić. Zapotrzebowanie na narkotyk rosło we mnie w zastraszającym tempie. Doszło do tego, że heroina stała się moim największym, codziennym pragnieniem, a jej kupno i wstrzyknięcie najważniejszą czynnością dnia. Suma jaką potrzebowałem na jej zakup dochodziła do około 500 dolarów dziennie. Znalazłem się na samym dnie uzależnienia. Aby zaspokoić narkotykowy głód byłem skłonny uczynić wszystko. Straciłem wszelką ludzką godność, nie miałem woli i siły do niczego, kradłem, kłamałem, wyłudzałem pieniądze, rozprowadzałem narkotyki, wynosiłem z domu, co się dało, byle tylko zdobyć konieczną sumę pieniędzy na kolejną dawkę heroiny.<br /><br />W ciągu 6 lat narkotyzowania doprowadziłem siebie do takiego stanu wyniszczenia, że ważyłem już tylko 50 kg. Moi rodzice byli zdesperowani. Kilkakrotnie, pod przymusem, odsyłali mnie do szpitala na odtrucie organizmu i terapię. Jednak po powrocie do domu, w krótkim czasie na nowo wpadałem w ciąg narkotykowy, bo narkomania jest przede wszystkim chorobą ducha i bez przyjęcia miłości Jezusa nie może być pełnego uzdrowienia.<br /><br />Dzisiaj, dziękuję Bogu za to, że rodzice spotkali s. Elwirę i posłuchali jej rady, aby powiedzieć mi, że wyrzucą mnie z domu, jeżeli nie zgodzę się na pobyt we wspólnocie &#8222;Cenacolo&#8221; w Medjugorje. Na dodatek pojawiło się widmo śmierci z przedawkowania. Chociaż przerażała mnie ta myśl, to jednak nie miałem zamiaru rezygnować z heroiny. Kiedy rodzice oznajmili mi swoją decyzję, wtedy bardzo się wystraszyłem. Widziałem, że mam do wyboru: życie na ulicy lub pobyt we wspólnocie w Medjugorje. Postawiony w takiej sytuacji, musiałem się zgodzić.<br /><br />Nigdy nie zapomnę tego dnia, kiedy po raz pierwszy przyjechałem, aby zobaczyć jak wygląda życie we wspólnocie &#8222;Cenacolo&#8221;. Wysiadłem z samochodu z papierosem w ustach, a jeden z chłopaków z oddali krzyknął do mnie:<br /><br />- Tu nie można palić.<br /><br />Pomyślałem sobie wtedy, że ja do takiej wspólnoty się nie nadaję. Wróciłem więc do samochodu, w którym siedziała moja siostra. W międzyczasie chłopak ten podbiegł do mnie i zaczął życzliwie rozmawiać. Położył swoją rękę na moim ramieniu i poprowadził w głąb pomieszczeń. Przechodząc zobaczyłem ciężko pracujących chłopaków, z których emanowała radość i niespotykany entuzjazm. Wielu z nich pracując, śpiewało.<br /><br />Wydawało mi się to bardzo dziwne, że tacy jak ja, narkomani, tryskają tak wielką radością życia. Widząc to wszystko, zrodziło się we mnie pragnienie, aby całkowicie zmienić swoje życie.<br /><br />Niestety, po powrocie do domu, nie wytrzymałem i znowu sięgnąłem po heroinę. Musiały upłynąć trzy miesiące, zanim mogłem tu ponownie wrócić i zamieszkać na stale.<br /><br />Kiedy wreszcie przyjechałem z zamiarem pozostania, chłopcy przyjęli mnie bardzo serdecznie. Zaczął się mną opiekować tak zwany &#8222;anioł stróż&#8221;. Zabrali mnie ze sobą na modlitwę różańcową w kaplicy. Widok modlących się na klęcząco narkomanów był dla mnie prawdziwym szokiem. Nie rozumiałem, co to wszystko znaczy. W trakcie odmawiania kolejnych &#8222;Zdrowaś Maryjo&#8221; zaczęły się rodzić we mnie wątpliwości: po co ja tu w ogóle przyjechałem? Ja nie chcę mieć z tymi świętoszkami nic wspólnego.<br /><br />Chciałem natychmiast wyjechać. Jednak mój &#8222;anioł stróż&#8221; cały czas był przy mnie. Kiedy szliśmy spać, był ze mną, kiedy wychodziłem do toalety, nie odstępował mnie na krok. Kiedy pracowałem, był przy mnie. Kiedy nocą przeżywałem straszne bóle głodu narkotykowego, on mi bez przerwy towarzyszył. Takie jest zadanie &#8222;anioła stróża&#8221;. Jestem pewien, że gdyby nie jego obecność i poświęcenie, to natychmiast uciekłbym stamtąd.<br /><br />Dzisiaj dziękuję Bogu, że dał mi takiego opiekuna.<br /><br />Wspólnota &#8222;Cenacolo&#8221; przygarnęła mnie z prawdziwą matczyną troskliwością. W ten sposób doświadczyłem niezwykłej dobroci i zatroskania Boga o mnie. W miarę upływu czasu &#8222;anioł stróż&#8221; już nie towarzyszył mi z taką skrupulatnością, jak na początku.<br /><br />Coraz bardziej rosło do mnie zaufanie i powoli zaczęto powierzać mi różne zadania, obowiązki, a po kilku miesiącach sam musiałem zostać &#8222;aniołem stróżem&#8221; dla kogoś, który, podobnie jak ja wcześniej, przeżywa narkotykowy głód, nie może w nocy spać, ciągle mówi o narkotykach, chce uciekać, a ja muszę cały czas przy nim być, pilnować, przekonywać.<br /><br />Okres ciągłego pilnowania trwa zwykle od 15 dni do dwóch miesięcy. Każdy przypadek jest inny. Kiedy narkoman zacznie normalnie spać, chętnie pracować i modlić się, jest to znak, że najtrudniejszy okres się kończy. Wreszcie przychodzi taki dzień, kiedy patrząc ci prosto w oczy, mówi:<br /><br />- Dziękuję, żeś mnie przez cały ten czas pilnował i byłeś przy mnie, bo sam nie dałbym rady a, dzięki tobie, jestem tutaj i uwolniłem się z piekła narkotyków.<br /><br />Właśnie ta wdzięczność jest największą zapłatą za cały trud bycia &#8222;aniołem stróżem&#8221;.<br /><br />Myślę, że największym dobrodziejstwem bycia w naszej wspólnocie, jest szkoła życia, której najważniejszym celem jest pomoc narkomanom, aby przez modlitwę, doświadczyli radości spotkania z żyjącym Jezusem.<br /><br />Wspólnota nasza spełnia niezastąpioną rolę, polega ona na tym, że od samego początku całkowicie akceptuje przychodzącego narkomana i przygarnia go, takim jaki jest. Nikt ci się nie pyta, ile masz pieniędzy, czy jesteś biały lub czarny, jakie masz wykształcenie. Patrzą tylko z miłością w twoje oczy i akceptują cię, takiego, jaki jesteś. Od samego początku musisz jednak całkowicie podporządkować się panującemu tam regulaminowi. Nie ma radia i telewizji, nie można w ogóle palić i pić żadnych napojów alkoholowych. Cały dzień wypełniony jest modlitwą i ciężką fizyczną pracą. Nikt z przebywających tutaj nie płaci za swój pobyt, bo żyjemy całkowicie ufając Bożej Opatrzności. Wspólnota akceptuje, stymuluje i uczy kochać. Nikt z narkomanów, którzy tutaj przychodzą, na samym początku nie twierdzi, że wierzy w Boga. Również wspólnota od nich tego nie żąda. Uczy tylko modlić się.<br /><br />S. Elwira nakazuje modlić się i to na kolanach. Mówi:<br /><br />- Najpierw módl się, a wiara przyjdzie później. Nie musisz wierzyć, ja będę wierzyć za ciebie, ale ty musisz się modlić.<br /><br />S. Elwira nie pyta się, czy kochasz, ale przez modlitwę uczy cię być blisko Jezusa.<br /><br />Bo ona wie, że jedyną skuteczną terapią dla narkomanów jest tylko Jego miłość.<br /><br />Przez trud codziennej, wytrwałej modlitwy i ciężkiej pracy otwieramy się na przyjęcie Jezusowej miłości, która daje nam niezwykłą radość i wyzwala z wszelkich uzależnień. Dla lekarzy i terapeutów leczących narkomanów, wspólnoty &#8222;Cenacolo&#8221; są niewytłumaczalnym fenomenem. Jedynym sposobem leczenia jest tutaj tylko modlitwa i praca, bez pomocy lekarstw i specjalistów. Wyniki są rewelacyjne, prawie 100% uzdrowionych. Wynika z nich, że jedyną w pełni skuteczną terapią dla narkomanów jest miłość Jezusa.<br /><br />Po 6 latach pobytu w tej wspólnocie mogę powiedzieć, że Jezus wyzwolił mnie z piekła narkotyków, dokonał cudu wskrzeszenia mnie do nowego życia zarówno na płaszczyźnie fizycznej jak i duchowej.<br /><br />Nigdy nie przestanę dziękować Bogu za Jego niepojętą miłość, za to, że mnie stworzył, podniósł z samego dna zniewolenia stawiając s. Elwirę na drodze mojego życia.]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 29 PaÂdziernik</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 29 PaÂdziernik</comments>
</item>
<item>
<title>Pieszo z Lublina do Medjugorje</title>
<link>http://www.rozaniec.pun.pl/viewtopic.php?pid=68#p68</link>
<guid isPermaLink="false">68@http://www.rozaniec.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<img class="postimg" style="float: left; clear: left" src="http://dzieckonmp.files.wordpress.com/2010/01/katarzyna2.jpg" alt="http://dzieckonmp.files.wordpress.com/2010/01/katarzyna2.jpg" />Świadectwo Katarzyny Bednarczyk &#8211; Siemińskiej<br /><br /><br /><br />Pani Katarzyna Bednarczyk &#8211; Siemińska (55), przyszła w samotnej, pieszej pielgrzymce z Kazimierza Dolnego (k/Lublina) do Medziugorja. Szła 62 dni. Wyruszając w drogę nie zabrała nic ze sobą, ufając jedynie w Bożą Opatrzność. W jej rękach znajdował się tylko krzyż, brewiarz i mapa. Ofiarowała tę pielgrzymkę w intencji pokoju na świecie i pojednania wszystkich ludzi, którzy są jedną wielką Bożą rodziną. Pani Katarzyna nie ma dzieci. Jej mąż jest artystą malarzem.<br /><br />Oto jej świadectwo:<br /><br />Przybyłam pieszo do Medziugorja, ponieważ Matka i Królowa Pokoju objawia się tutaj. Wierzę w to, że Maryja przychodzi w to miejsce i właśnie dlatego chciałam i ja tu być. Ona jest oczywiście obecna wszędzie, ale w Medziugorju w sposób szczególny. Jest tutaj, ponieważ chce przygotować nas na spotkanie z Jezusem, z Bogiem, z Bogiem, który jest naszym Ojcem. Żyjemy w trudnych czasach. Myślę, że nadszedł czas na pojednanie całej ludzkości. Taką właśnie intencję otrzymałam w czasie modlitwy. Wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi. Ludzie powinni wychodzić sobie naprzeciw. Ludzkość przeżywa obecnie jakby bóle rodzenia. Musimy być tego świadomi. Wszyscy ludzie są naszymi braćmi. Właśnie dlatego nie niosłam ze sobą ani chleba, ani wody. Świadomie i celowo, chciałam być zależna od tych, których miałam spotkać na swojej drodze. Czasami chcieli, abym wzięła ze sobą coś do jedzenia i picia, ale ja zawsze odmownie dziękowałam. Jest czymś pięknym i dobrym prosić innych o pomoc, a ludzie zawsze są szczęśliwi kiedy mogą coś zaoferować. Wtedy właśnie doświadczamy tego, że jesteśmy jedną rodziną. Wtedy też w sposób szczególny Bóg działa przez nich. Czasami byłam odrzucana, nie przyjęto mnie, ale to też jest dobre doświadczenie. Jak wiele razy Bóg puka do naszych serc, a my nie chcemy Mu otworzyć, odpychamy Go. Tak często spotykamy Jezusa w bezdomnych i biednych, a jeśli nie chcemy tego zauważyć to naprawdę jesteśmy ślepi. Wszyscy ludzie są członkami naszej rodziny, nie wykluczając cierpiących, nawet chorych umysłowo. Czasem ktoś chce nam coś ukraść. Powinniśmy pozwolić nawet na to. Nie zamykajmy się na innych, otwórzmy nasze serca a ludzie będą mniej agresywni. Musimy uświadomić sobie, że jesteśmy jednością, jednym ciałem. Czasami chcemy być lepszymi od innych, ale Bóg nie chce, abyśmy za takich się uważali. On chce tylko, żebyśmy byli po prostu dobrzy. Bycie dobrym nie oznacza bycia lepszym od innych. Musimy prosić Boga o pomoc, musimy prosić ludzi o pomoc, a na pewno ją otrzymamy. Tylko Bóg może otworzyć ludzkie serca. Sami nie możemy się zmienić, tylko Bóg może nas zmienić. Właśnie dlatego powinniśmy modlić się jedni za drugich. W domu, nie jesteśmy biedni. Mój mąż jest malarzem i dał mi pieniądze na drogę, ale ja zostawiłam je w Polsce. Kiedyś pielgrzymowałam z nim i z naszym przyjacielem pieszo do Rzymu, ale tym razem czułam, że powinnam pójść kompletnie sama, zgodnie z Bożym natchnieniem: z pustymi rękoma, bez żadnej opieki. Jeśli sami chcemy zadbać o siebie, to Bóg nie potrzebuje dbać o nas. Powinniśmy zrobić mu miejsce i doświadczyć Jego Boskiej opieki. Oto przykład: ponieważ była jesień, zaczęłam iść w płaszczu przeciwdeszczowym i przez pierwsze dziesięć dni rzeczywiście padał deszcz. Kiedy jednak ten płaszcz całkowicie przemókł i podarł się, postanowiłam go zostawić i wtedy&#8230; ukazało się słońce! Bóg, jeśli zechce, to może sprawić, że chociaż wszędzie będzie padał deszcz, to na drodze, po której ty kroczysz będzie słonecznie! Doświadczenie to uczyniło mnie niezmiernie szczęśliwą. Bardzo współczuję tym, którzy nie wierzą w Boga. Myślą oni, że wszystko od nich zależy, że muszą sami wszystko robić i dlatego nigdy nie mają pokoju. Spałam w rodzinach, na plebaniach. Wyruszając z Polski przeszłam przez Słowację, Węgry, Chorwację i Bośnię. Szłam przez regiony zamieszkałe przez Muzułmanów. Rozmawiałam z nimi. Oni nie wiedzą, że Bóg jest Ojcem, a ja im właśnie to mówiłam, że wszyscy mamy tego samego Ojca. Muzułmanie są naszymi młodszymi braćmi, którzy narodzili się kilka wieków po nas. W jednym z miasteczek, w pobliżu Zenica weszłam do meczetu. Poprosiłam o znalezienie noclegu dla mnie. Dali mi także jeść. Powiedziałam im, że idę do Medziugorja. Kiedy odchodziłam, żegnali mnie i chcieli dać mi różne rzeczy na drogę, ale opuściłam ich nic nie zabierając ze sobą. Bardzo byli zadowoleni, że idę do Medziugorja i mówili że chcą tylko pokoju, pokoju i tylko pokoju. Kilka lat temu szłam w pieszej pielgrzymce do Częstochowy, niosąc na plecach 25 kg różnorodnego bagażu. Wydawało mi się wtedy, że to wszystko było potrzebne. Teraz dopiero zrozumiałam jak bardzo było to zabawne. Maryja powiedziała mi: jeśli chcesz pójść za moim Synem, nie potrzebujesz niczego. On zatroszczy się o wszystko.]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 29 PaÂdziernik</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 29 PaÂdziernik</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.rozaniec.pun.pl/viewtopic.php?pid=67#p67</link>
<guid isPermaLink="false">67@http://www.rozaniec.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<a href="http://www.radiomaryja.pl/dzwieki/2007/04/2007.04.27.cw.mp3" target="_blank" rel="nofollow">http://www.radiomaryja.pl/dzwieki/2007/ &hellip; .27.cw.mp3</a>]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 29 PaÂdziernik</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 29 PaÂdziernik</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.rozaniec.pun.pl/viewtopic.php?pid=66#p66</link>
<guid isPermaLink="false">66@http://www.rozaniec.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<img class="postimg" style="float: left; clear: left" src="http://dzieckonmp.files.wordpress.com/2010/02/dragi11.jpg?w=300&h=408" alt="http://dzieckonmp.files.wordpress.com/2010/02/dragi11.jpg?w=300&amp;h=408" />Przez prawie 20 lat babrałem się w dragach. Zajmowałem się produkcją, dilowaniem i zdarzyło się coś takiego, że dragi zeżarły mnie, całe moje życie, skasowały absolutnie wszystko, co miałem. Dokładnie wszystko: dom, rodzinę, wszystko, czego się dorobiłem wcześniej &#8211; absolutnie wszystko. &#8211; przedstawiamy świadectwo Bodka &#8211; mówiącego o świecie narkotyków. Warto przeczytać .<br /><br />Myślałem, że mam silną wolę, że dragami można się bawić, że mam silny charakter i osobowość. Okazało się, że co do ćpania, to to nie działa w ogóle &#8211; to nie są te przebiegi, zupełnie inny mechanizm. Równolegle pracowałem w show-biznesie całe życie &#8211; do dzisiaj zresztą pracuję. Spotykałem się z różnymi ludźmi, znanymi z okładek gazet, słyszałem wiele różnych opinii na temat narkotyków &#8211; mądrych, mniej mądrych, głupich i bardziej głupich&#8230; Chciałem właśnie o tym pogadać, o tych wszystkich rzeczach.<br /><br />Nie chcę mówić nikomu, co ma robić. Każdy w życiu decyzję podejmuje sam, każdy sobie może pytanie takie zadać: dokąd zmierzam? &#8211; i sam sobie na nie odpowiedzieć. Ludzie swoimi wyborami kształtują swoją przyszłość &#8211; i to jest pewne, że jak sobie narobisz gnoju w życiu, to sam sobie możesz podziękować. Jak będziesz miał fajnie, to generalnie też jest kwestia twoich wyborów jakichś tam, wcześnie.<br /><br /><br />W show-biznesie różni ludzie różne rzeczy gadają. Dzisiejsza przykładowo kultura hiphopowa promuje jaranie, sprzedaje to jako coś świetnego &#8211; że trzeba to legalizować. Leroy twierdzi, że to w ogóle powinno leżeć w spożywczaku na półce, koło majeranku &#8211; i tak by było najlepiej&#8230; Możliwe, ale nigdy tak nie było i nie wiadomo, co by było za parę lat. Widać, co jest w Holandii&#8230;<br /><br />Ja wiem, że każdy człowiek, który zaczyna jarać albo jara jakiś krótki czas, gada tak samo. Wszyscy twierdzą, że im to nie szkodzi, że mogą przestać, kiedy chcą, i że generalnie nie oddziałuje to na ich życie. Ale ja poznałem wielu ludzi &#8211; z mojej ekipy, z nie mojej ekipy&#8230; Przykładowo &#8211; miałem kolegę Magika (kojarzycie, o kim mówię: Magik, z Kalibra)&#8230; Magik też twierdził, że zioło nie szkodzi, że trzeba je legalizować &#8211; i sprzedawał takie treści na płytach, wszędzie. No i co? Miały być święta, miało być fajnie, wszyscy kupowali prezenty, a Magik przypikował sobie przez okno&#8230; I tyle Magika widzieli. Jak to jest?<br /><br />Takich ludzi jest wielu, ja znam więcej takich osób. Dragi zmieniają życiorysy wszystkim ludziom &#8211; wszystkim, którzy ćpają. Ja nie znam człowieka, który by zaczął ćpać, nie znam ludzi, którzy by się zetknęli z dragami, zaczęli wrzucać i by się nie zmienił im życiorys. Wszyscy.<br /><br />Takich ludzi naprawdę jest bardzo wielu! Od korzenia koleżanka &#8211; Karolina. Ona już w przedszkolu potrafiła czytać. Całą szkołę miała świadectwo z paskiem &#8211; najlepsza w szkole. Poszła do liceum &#8211; to samo. W drugiej klasie liceum spotkała taką koleżankę, z takim&#8230; wystrzelonym ego &#8211; w kosmos, która to twierdziła, że wszystko wie najlepiej. Na wszystko miała receptę. I też jej powiedziała, że &#8222;dragi nie szkodzą&#8221;, że &#8222;wystarczy mieć trochę silnej woli i trochę rozumu w głowie i da się ćpać bezpiecznie&#8221;&#8230; I tak se jarały skuna raz w tygodniu, czasami jakąś krechę amfy&#8230; Cały czas pełna kontrola. I nagle coś się zaczęło chrzanić w jej organizmie. Poszła do lekarza, ten ją wysłał na badania&#8230; I lekarz jej mówi: &#8222;Pani przekwitła! Pani jest przekwitnięta! W wieku lat 18 pani przekwitła!&#8221;. &#8222;Co się dzieje?!&#8221; &#8211; mówi. &#8222;Pani nigdy dzieci nie będzie miała!&#8221;&#8230; Tak zegar biologiczny przyśpieszył u niej &#8211; na maksa. Ale tu się okazało, że to nie jest największy problem w jej przypadku! Ona później maturę zdawała. I nie zdała żadnego przedmiotu. Genialne dziecko&#8230; Okazało się, że ośrodek pamięci w mózgu se uszkodziła&#8230; Trzy razy już podchodziła do matury &#8211; i jej nie ma. I totalna zmiana planów życiowych: defekt mózgu. Nie wiadomo, co będzie robić w przyszłości &#8211; czy czasem nie będzie na garnku rodziców całe życie&#8230;<br /><br /><img class="postimg" style="float: right; clear: right" src="http://dzieckonmp.files.wordpress.com/2010/02/dragi2.jpg?w=557&h=599" alt="http://dzieckonmp.files.wordpress.com/2010/02/dragi2.jpg?w=557&amp;h=599" />Dragi potrafią zmienić życiorys otoczeniu. Potrafią zmienić życie ludziom, którzy są wokół ciebie. Moi kumple kiedyś znaleźli ziemię obiecaną &#8211; jeździli do Taszkientu, do Uzbekistanu, bo tam zielsko rośnie na ulicach. Tam to jest chwast, tak jak u nas pokrzywa. I latali radzieckimi liniami za sto dolców &#8211; na drugi koniec świata&#8230; A tam za 300 dolarów szło się bawić cały rok, bo tam wszystko było tak tanie. Wóda tania, ludzie fajni, zielsko rośnie wszędzie&#8230; I siedzieli tam &#8211; po pół roku, po rok&#8230; I mój kumpel jeden wrócił stamtąd. Półtora roku późnej urodził mu się syn. Syn ma defekt &#8211; nie ma dłoni&#8230; O, takie ręce &#8211; ciach, coś wyrasta takiego dziwnego&#8230; Po prostu koszmarny widok! Ten chłopak se na pewno zadaje pytanie codziennie, czemu on, czemu to on nie ma dłoni. Skoro wszyscy mają&#8230; Żona tego mojego kumpla jest analitykiem medycznym, robi badania organów, które idą do przeszczepów. Zbadała go, mówi: &#8222;Facet, tyś się zdefektował na poziomie DNA! Tyś se kod genetyczny pochrzanił!&#8221;&#8230; Rozumiecie: jego dzieciak do końca życia będzie chodził z takim&#8230; po prostu&#8230; I nic za to nie może. Ja nawet nie chcę myśleć, co ten mój kumpel nosi za ciężar teraz &#8211; całe życie chodząc ze świadomością, że zaserwował taką przyszłość swojemu dzieciakowi! No po prostu fatalna sprawa! Teraz już nie ma co szukać winnych, nie ma sensu gadać, czyja wina, bo to jest bez sensu, no!&#8230; To by tylko pogorszyło sprawę.<br /><br />Defekty po dragach często nie wychodzą od razu &#8211; czasami wychodzą za 20 lat. Dzisiejsze dragi tak nie zabijają jak heroina, tylko defektują. Defektują łeb, mózg, defektują flaki&#8230; Ludzie się starcami stają w krótkim czasie&#8230; A wyglądają normalnie &#8211; wygląda na to, że nic się nie zmieniło&#8230;<br /><br />W Olsztynie był taki sportowiec, taki chłopak &#8211; 17 lat miał czy 18. Lekkoatleta, całe życie trzeźwy jak bąk. Były jakieś zawody, które go tam jakoś klasyfikowały do zawodów wyższej rangi. I pojawił się jakiś kolega, który mówi: &#8222;Wciągaj krechę, stary, to przelecisz to jak odrzutowiec!&#8221;. On wciągnął krechę i przeleciał&#8230; ale do połowy. Nie wiedział, że ma wadę serca. Sport tego nie wykazywał. A amfa go zabiła &#8211; jedna mała krecha&#8230; Nigdy nie był ćpunem. Cóż za niefart!&#8230;<br /><br />W Tomaszowie dwie dziewczyny na przykład. Też dobre uczennice. Ktoś im sprzedał info, że po amfie człowiek się może lepiej uczyć. Kupiły se wora, wciągnęły po kresce&#8230; Jedna sobie zdefektowała serducho i zmarła tego samego dnia. Druga zdefektowała se łeb: do dzisiaj leży, patrzy w sufit, od paru lat już&#8230; Jest całkowicie sparaliżowana. Nigdy nie były ćpunkami&#8230; Nigdy nie wiesz, co w tym worze jest, co kupujesz&#8230;<br /><br />Takich ludzi jest mnóstwo, tylko oni już często nie mają możliwości, żeby mówić, że robić pewnych rzeczy się nie opłaca, że za duży stopień ryzyka, żeby pewne rzeczy robić. I tutaj silna wola ani silna osobowość nie mają nic wspólnego z tym! Z narkotykami jest tak, że one się nie wydalają w 100% z organizmu. Dlatego często defektują po czasie. THC przykładowo wiąże się z tłuszczem, który jest wszędzie, w całym organizmie. Montuje się w osłonkach mielinowych w mózgu i kumuluje się tam; jest tego coraz więcej. I dlatego ludzie często jak ćpają, jak jarają, to mają zmiany postrzegania rzeczywistości i innymi kategoriami zaczynają myśleć. Inaczej świat widzą. Inna logika się włącza.<br /><br />W Łodzi było młode małżeństwo, mieli małe dziecko, takie 4 &#8211; 5-tygodniowe. Poszli na techno party, nawrzucali się kwasów, ekstaz&#8230; Przyszli do chaty &#8211; do piekarnika coś wrzucili, zjedli&#8230; Rano się budzą &#8211; okazało się, że własne dziecko wmłócili&#8230; I co? I to się nie chce wierzyć w taką bajkę, bo to brzmi jak&#8230; jak dowcip, nie? Jak bajka. Ale to było! To było dwa lata temu w Łodzi&#8230; Siedzą w pierdlu. Wiecie, co mają we łbie codziennie, jak idą na obiad?&#8230; Ja bym nie umiał żyć z takim obciążeniem, przypuszczam, że bym se w łeb strzelił. Nie umiałbym z czymś takim żyć&#8230; Nawet nie wiedzieli, kompletnie nie rozróżniali&#8230; Co musiało w ich głowach się pojawić?!&#8230; I nie chce się wierzyć w takie historie, a one są &#8211; one są wszędzie!&#8230;<br /><br />Powiem wam historię, o której żeście zapewne słyszeli. W Szczecinie co się działo, jak ojciec przyniósł dzieciaka, 7-miesięcznego, na pogotowie &#8211; pobitego?&#8230; Słyszeliście o tym? W Wiadomościach o tym gadali. Dziecko zmarło. Okazało się, że jest zgwałcone do tego wszystkiego jeszcze. Sąsiedzi mówią, że w chacie była przez cały czas techniawka i dragi. No to powiedzie mi &#8211; co on musiał w głowie mieć, ten facet?!&#8230; Co on musiał zobaczyć, co on za projekcje musiał mieć, żeby do takiej tragedii doszło?!&#8230; I to jeszcze widziała rodzina, ludzie z bliska na to patrzeli i nie reagowali&#8230; Co się musiało wydarzyć w ich umysłach, po prostu, że dopuścili do czegoś takiego?!&#8230; Szok!<br /><br />Takie rzeczy są &#8211; to nie jest żadna bajka! To jest rzeczywistość! Dragi zmieniają postrzeganie rzeczywistości &#8211; i to bardzo poważnie. Ja wiem po sobie. Jak to jest, że dragi, które, kurcze, nie szkodzą, są miękkie, a ludzie takie rzeczy robią?!&#8230; O co chodzi?! Ja wam powiem. Zielsko jest dzisiaj tylko nośnikiem do serwowania ludziom twardych dragów &#8211; o czym mało kto wie. I ćpają wszyscy, i się cieszą, że nic się nie dzieje&#8230; Skun nie jest rośliną &#8211; skun to jest cyber! Każda roślina, żeby rosnąć, potrzebuje słońca &#8211; skun nie potrzebuje. W skunie jest tyle chemii po prostu, że nie wiem&#8230; Więcej być nie może: to jest sama chemia. Bo to ziemi nie widzi.<br /><br />Nie wiem, czy wiecie, że amfetamina przykładowo, wychodząc od producenta, jest mieszana ze strychniną. Strychnina to jest trutka na szczury. Bardzo silna trucizna. Zabija w ten sposób, że powoduje rozerwanie naczyń krwionośnych i wylewy wewnętrzne &#8211; krew się wylewa do środka organizmu. Szczur potrafi zdychać parę dni, zanim skona. Strychnina jest w każdej amfie. Po co? Strychnina jest takim katalizatorem, że pomimo kilkukrotnego zwiększenia masy amfy poprzez dosypanie tam różnych środków konsument ma złudzenie tego samego kopa cały czas. Że ten koleś, który kupuje wora, pomimo tego, że tam jest tylko 20% amfy, on ma złudzenie, jakby to był czysty towar. Taki sam kop jest! Taka ściemka nieszkodliwa&#8230; Mówię o amfie, która wychodzi z laboratorium, bo to ona przechodzi jeszcze przez las rąk. I każdy dosypuje od siebie coś, żeby zwiększyć masę tego towaru. I trafiają tam najróżniejsze rzeczy &#8211; wystarczy, że są białe i gorzkie&#8230; To jest jedyny warunek, który one muszą spełniać. Spotkałem dilerów, którzy dosypywali środków farmakologicznych, które działały w drugą stronę niż amfa &#8211; np. uspokajające środki. Koleś wciągał krechę i się robił zielony: piana z dzioba, fioletowe usta &#8211; i go wywozili. A lekarze głupieli &#8211; mówią: &#8222;Kurcze, on jest przyśpieszony czymś na maksa, a serce mu puka, jakby spał!&#8221;. I nie wiadomo, co mu dać: czy w lewo, czy w prawo &#8211; bo to i to go zabije&#8230; I naprawdę &#8211; ludzie głupieli, a koleś się przekręcał na ich oczach! I nie wiedzieli, co robić, nie&#8230;<br /><br />Wyobraźnia dilerów jest po prostu maksymalna! Często ludzie w swojej nieświadomce, głupocie tam pakują różne rzeczy, nie zdając sobie sprawy z tego, jak to może podziałać na konsumenta. Ale diler o tym nie myśli, bo on to sprzedaje, a nie, kurcze, testuje!&#8230; Dlatego jego to za bardzo nie interesuje &#8211; on patrzy, żeby jak najszybciej pozbyć się towaru&#8230; To nie są żadni fajni kolesie, którzy chcą wam imprezę umilić. To są kolesie, którzy chcą was złupić, którzy potrzebują twojego szmalu! Oni chcą, żeby każdy, kto raz kupi wora, do końca życia szmal w zębach przynosił. I to jest cała filozofia! Producenci mają jeden cel: żeby drag, który uchodzi za nieszkodliwy, uzależniał od pierwszego razu. Dokładnie po to: żeby taki koleś się stawał dostawcą kasy.<br /><br />Na dilowaniu nie da się zarobić! Wielu ludzi tak myślało&#8230; Znałem kupę dilerów. Każdy z nich to była góra&#8230; w porywach do 3 lat dilowali i się powalali. Wskakiwali na takie działy, z których już wyskoczyć nie umieli, albo poszli siedzieć. I w pierdlu im nikt nie pomaga! Takich ludzi w pierdlach jest mnóstwo, takich 16-, 17-, 18-latków, którym się wydawało, że na ćpaniu idzie zarobić. Bajka! Z dragami nikt nie wygrał! Dragi kasują wszystkich &#8211; kasują dilerów, tak zwanych odbytów (to są ci uliczni dilerzy), kasują grubych dilerów, kasują producentów&#8230; Wszystkich! Nie ma kozaków &#8211; kozaki umierają pierwsze.<br /><br />Ludzie jak zaczynają ćpać, potrzebują szmal. Dragi tanieją, ale działy rosną &#8211; i na to samo wychodzi. Jedni są z bogatych domów, potrafią starych kręcić przez dłuższy czas, mają dużo kasy &#8211; co się finalnie okazuje dla nich po prostu pułapką na maksa &#8211; inni kradną, sprzedają to, co mają. Dziewczyny na ulicach lądują często finalnie&#8230; Może któraś z was ma w planie zostanie prostytutką w przyszłości? Nikt nie ma takich planów! Faceci z pedrylami się zaczynają zadawać, zbokolami różnymi&#8230; Tak się dzieje! 75% prostytucji na świecie to są ludzie, którzy na ćpanie zarabiają! Wiecie o tym? W Polsce jeszcze tego nie widać tak, ale do Berlina macie blisko, rzut beretem &#8211; tam to jest bardzo czytelne. Nie znam faceta, który by miał w planie zostać jakimś bojem sadomacho i w gumowych ciuchach z cwekami, na smyczy chodzić&#8230; Ale takie rzeczy się dzieją! Dragi tak zmieniają łeb i tak okoliczności życiowe się zmieniają, że w takie zaułki prowadzą!&#8230; Naprawdę! I to nie są żarty, to nie jest żadna bajka! Ja znam bardzo wiele takich osób, które dokładnie takie życiorysy miały. Wylądowali gdzieś na drugim końcu świata i robią rzeczy, o które nigdy wcześniej by się nie podejrzewali&#8230;<br /><br />Dzisiejsza filozofia mówi, że wszystkiego trzeba spróbować w życiu. Że wszystko jest dla ludzi&#8230; A ja twierdzę inaczej: że nie wszystko jest dla ludzi. Może ktoś z was skonsumował kiedyś kupsko? Nie jedliście kupy nigdy? No co wy &#8211; jacyś dziwni? Przecież miliardy much nie mogą się mylić &#8211; no co wy? I nawet gdyby ci ktoś to zaserwował w kryształowym pucharku, z waflem, z bitą śmietaną i z ananasem &#8211; nie ruszysz tego! Ale gdyby była taka sytuacja, że przez x lat by ci ktoś serwował informację, że kupsko &#8211; pomimo niezbyt dobrego smaku &#8211; jest bardzo zdrowe, dobrze robi na cerę i na włosy, lepiej się możesz uczyć po kupsku, trądzik znika i jest świetny haj na imprezie &#8211; to wiecie, co by się działo, nie? Od razu by się pojawiło kupsko w proszku, kupsko w kochach, kupsko w kremie&#8230; I dokładnie, analogicznie, ta sama sytuacja jest z dragami! To jest chemia, która nie jest żadnym środkiem konsumpcyjnym! Nie pomaga nikomu amfa w nauce &#8211; to jest kit sprzedawany przez producentów! Gdyby amfa pomagała w nauce, to byś w każdej bibliotece szkolnej miał wory z amfą. Przychodzisz, robisz se krechę, wciągasz i jesteś mądry. Książkę łykasz w 15 minut i pasuje. I wszyscy by na to mówili: &#8222;Amen, jest świetnie!&#8221;. Ale tak nie jest! To jest kit!<br /><br />Ja wam powiem &#8211; dragi bardzo wiele powodują defektów. Takich nie kojarzonych z dragami: dziury w mózgu, utrata pamięci&#8230; Ludzie mają rozkojarzki, nie potrafią się uczyć&#8230; Zapominają o oczywistych rzeczach. Ludzie, którzy jarają, są bardzo niepunktualni, niekonkretni &#8211; możesz się z nim pięć razy umawiać, a on zawsze gdzieś zapomni. I dotyczy to nie tylko ludzi, którzy jarają: wszystkich, którzy ćpają, którzy piją &#8211; to dotyka wszystkich! Zdebilowacenie &#8211; tak jak powiedziałem &#8211; to jest drugi taki czynnik. Zespoły amotywacyjne &#8211; że taki koleś się rano budzi i on nie umie odpalić, on nie umie se napędu znaleźć, on nie widzi sensu w niczym! Depresje jakieś! Mnóstwo ludzi w świrowniach siedzi, którym dragi zdefektowały łeb! Schizofrenie&#8230; Takie zapętlenia, że już do końca życia wyskoczyć z tego nie idzie&#8230; To wszystko robią dragi, niestety&#8230; Często to nie jest w ogóle kojarzone, często po iluś latach to wychodzi.<br /><br />Ja jestem jedynym człowiekiem z ekipy, która zaczęła herę grzać, który wrócił do normalnego życia. Żyje może&#8230; jeszcze cztery osoby może żyją z tej ekipy, z którą zacząłem heroinę walić. Wyglądają jak zombi, jak stare dziady w tej chwili! Naprawdę &#8211; mają po 35 lat, a wyglądają jak 70-latki!&#8230; Nie da się wygrać z heroiną! Ja jestem jedynym człowiekiem, jakiego znam. Niektórym się udało, zaczęli nowe życie. Założyli rodziny, przestali ćpać 10 lat temu &#8211; czy tam ileś&#8230; I stała się dziwna rzecz w zeszłym roku: dwóch z nich zmarło. Lekarze mówią, że zmarli śmiercią naturalną. Jak to jest &#8211; w wieku 35 lat naturalną śmiercią?&#8230; Dragi tak potrafią życie ciachnąć &#8211; nieprzewidywalnie dla ciebie&#8230; O połowę ci skrócić na przykład&#8230; A ty myślisz, że już wyszedłeś i jest wszystko w porządku&#8230; Nie, nie jest w porządku &#8211; jest sto kilometrów od &#8222;w porządku&#8221;! Człowiek, który wychodzi z dragów, nigdy już nie będzie normalny. Już będzie takim kiszonym ogórem do końca życia. Nigdy nie będzie zielonym ogórem. Tak się dzieje&#8230;<br /><br />Życzę wam dobrych wyborów w życiu! Dzięki serdeczne!]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 29 PaÂdziernik</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 29 PaÂdziernik</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.rozaniec.pun.pl/viewtopic.php?pid=65#p65</link>
<guid isPermaLink="false">65@http://www.rozaniec.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Świadectwo<br /><br />W oczach Michaela widzę łzy, a jego głos drży. Opowiada mi o swoim dziadku, Iszo (aramejska wersja imienia Jezus), którego pamięta z dzieciństwa. Wielu szczegółów z życia dziadka nie zna, starsze rodzeństwo i ojciec przeważnie nie chcieli rozmawiać na ten temat. Dziadek przeżył 110 lat, a pod koniec życia już po prostu nie chciał żyć dalej. Przestał jeść i po 22 dniach zmarł. Jednak ten niezwykły człowiek zostawił ślad w historii swego narodu i na pewno w sercu Michaela.<br /><br />Przyzwyczaić się do śmierci<br /><br />Iszo z Kanak urodził się w roku 1854, w rodzinie chrześcijańskiej mieszkającej w regionie nazywanym Tur Abdin, w południowo-wschodniej Turcji. Wówczas dominowali tam Asyryjczycy, których ojczystym językiem jest język aramejski, a którym wiarę w Jezusa udało się zachować przez prawie 2 tys. lat, pomimo ciągłych prześladowań ze strony muzułmanów: arabskich kalifów, tureckich sułtanów i kurdyjskich sąsiadów. Męczeństwo za wiarę stało się nieodłącznym elementem świadomości każdego Asyryjczyka, gdyż od momentu przyjęcia przez ten naród chrześcijaństwa do czasów współczesnych średnio na każde 50 lat przypada zagłada znacznej liczby wiernych. A ponieważ ostatnie stulecia przyniosły nasilenie się prześladowań, w pamięci Iszo była niejedna masakra. Od dziecka był on świadkiem obcinania głów, kawałkowania ciał i rozstrzeliwania rodaków, którzy ze śpiewem i rozmodleni szli na śmierć. Jeden Kurd ustawiał kilkunastu mężczyzn asyryjskich wielbiących Boga za łaskę śmierci męczeńskiej i jednym strzałem przeszywał ich wszystkich. Widział starca, który podpowiadał swoim katom, jak się podcina gardło, gdyż oni mu tylko przysparzali cierpień, niezręcznie szarpiąc nożem po jego szyi. &#8222;Żyjemy po to, by umrzeć dla Jezusa&#8221; &#8211; mawiał Iszo. Jednak jemu samemu nie dane było umrzeć zbyt wcześnie.<br />Zagłada Kanak<br />Tej zimowej nocy 1915 r. wioska Kanak przestała istnieć. Iszo schował się w studni i przebywał tam dopóty, dopóki nie ustały wszelkie odgłosy &#8211; jęk umierających, krzyki oprawców, szczekanie psów. Było ciemno, ale po wyjściu ze studni mógł rozróżnić leżące wszędzie trupy. We wsi mieszkało około 150 rodzin chrześcijańskich, lecz nikt nie odzywał się na wołanie przerażonego Iszo, kroczącego dosłownie po trupach swoich bliskich i sąsiadów. W domu, do którego wszedł, krew na podłodze sięgała mu do kostek. Iszo przeszedł przez wieś i kroczył dalej, lecz usłyszał, że za nim ktoś idzie. Byli to pewien mężczyzna i kobieta, którzy wyszli na jego wołanie. &#8222;Jestem naga, odarto mnie z ubrań i zgwałcono&#8221; &#8211; powiedziała kobieta. Iszo oddał jej swój płaszcz i zaproponował, by szukać ratunku pojedynczo. Gdyby zauważono ich razem, niechybnie zginęliby.<br />&#8222;Gdyby Pan nie był z nami&#8230;&#8221; (Ps 124)<br />Michael nie wie, jak to było możliwe, lecz pamięta, że w dzieciństwie, kiedy mieszkał z dziadkiem w Syrii, Iszo zawsze zabierał go, odwiedzając przyjaciół pochodzących z Kanak. Było ich sporo, około 30 rodzin. Jak oni ocaleli? Nie wiadomo. Jednak po ludziach krążyły opowieści o rycerzach w białych szatach, którzy bronili masakrowanych Asyryjczyków, wyrywając ich z serca krwawych rzezi. W zimie 1915 roku oddziały tureckie i kurdyjskie, nieraz dowodzone przez Niemców, wybiły kilkaset tysięcy Asyryjczyków. Władze tureckie powiedziały, że każdy Kurd może zabrać sobie wszystko, cokolwiek zdoła zrabować chrześcijanom, więc oni gorliwie zabrali się do roboty, nie szczędząc nikogo. Za cud można uważać fakt, że w regionie Tur Abdin do dziś żyją Asyryjczycy. Iszo na własne oczy widział, jak Kurdowie strącili ze skały w przepaść asyryjskiego księdza, a jemu nic się nie stało. Przerażeni oprawcy pobiegli opowiedzieć o tym imamowi &#8211; czy przypadkiem nie Jezus uchronił swojego sługę? Imam zgromił ich i powiedział, że to islam jest najprawdziwszą religią. Wtedy Kurdowie pochwycili imama, zaciągnęli na tę samą skałę i ze słowami:&#8222;Zobaczymy, czy Allah ciebie też uchroni&#8221; &#8211; strącili go w dół. Czy można się dziwić, że Iszo z satysfakcją obserwował rozbijającą się o kamienie czaszkę imama?<br />Opowiadają też o mieście Azah (obecnie Idil), że było to jedno z nielicznych miast, które podjęło próbę walki. Oddziały kurdyjskie przez trzy miesiące nie mogły zdobyć miasta, gdyż każdy atak był odpierany potężną kanonadą z armat ustawionych w rejonie kościoła. Opór został złamany dopiero po nadciągnięciu wojsk tureckich dowodzonych przez oficera niemieckiego. Kiedy ten wpadł wraz z żołnierzami do kościoła, zastał tam tłum kobiet i dzieci, trwających na modlitwie. &#8222;A gdzie są te wasze armaty?&#8221; &#8211; spytał. Przerażone kobiety nie wiedziały, o czym mówi. W całym mieście nie było ani jednej armaty. Opowiadają, że oficer ten nawrócił się, a wśród Asyryjczyków do dziś czczona jest Matka Boża z Azahu, która broniła błagający o wybawienie naród.<br />Gdzie jesteś, Boże?<br />Czy w obliczu tak wielkiego cierpienia można nie zwątpić? Iszo też miał chwile, kiedy wołał do Boga i nie słyszał odpowiedzi. Największą próbę jego wiara przeszła w obliczu śmierci pewnego niewinnego asyryjskiego chłopca.<br />Po rozstaniu się z ocaleńcami z Kanak Iszo udał się w kierunku miejscowości, gdzie od wieków mieszkali Asyryjczycy. Napotykał jednak zawsze na ruiny i trupy. Kiedy dotarł do pewnej wsi, zobaczył, że jest ona zaludniona, lecz słyszał wyłącznie mowę kurdyjską. Iszo zrozumiał, że domy Asyryjczyków zostały zajęte przez Kurdów. Nie miał wyjścia, dalsze błąkanie się oznaczało dla niego śmierć z wycieńczenia.<br />Udając włóczęgę poszukującego pracy, wynajął się za bochenek chleba dziennie do wypasania bydła nowych gospodarzy wsi. Powierzono mu owce, wśród których rozpoznał swoje własne, gdyż miały na uchu specjalne wycięcie i znak. Cóż, należały już do morderców, którym on teraz musiał służyć&#8230;<br />Pewnego dnia we wsi pojawił się asyryjski chłopiec. Był tak piękny, że Kurdowie oszczędzili go, przyprowadzili żywego i dali go Iszo jako pomocnika. Kiedy byli sami, Iszo opowiedział chłopakowi, kim jest i dlaczego pracuje u Kurdów. Dowiedział się, że rodzicom chłopca obcięto głowy na jego oczach &#8211; na progu własnego domu&#8230; Ostrzegł go, że nie wolno mu uczynić nawet znaku krzyża w obecności muzułmanów.<br />Zaprzyjaźnili się i pomagali sobie nawzajem; chłopak był pilnym pracownikiem, starał się wszystko robić dobrze. Kiedy pewnego razu nie przyszedł do pracy, Iszo poczuł, że stało się nieszczęście. W południe powrócił do wsi i zobaczył, jak psy szarpały resztki ciała jego małego przyjaciela; wokół jego szyi był zawiązany sznur. Domyślił się, że widocznie dzieciaki kurdyjskie podpatrzyły, jak on czynił znak krzyża, i za to zawiązały mu na szyi sznur, i ciągnęły po ziemi, aż umarł. Ciało porzuciły na ulicy na pożarcie psom.<br />Iszo na kolanach błagał, by mu pozwolili pochować to, co zostało z ciała chłopca. Pozwolili mu i był za to wdzięczny Kurdom do końca swojego życia. Nad grobem chłopca wołał do niebios i wydawało mu się, że cały świat słyszy jego krzyk &#8211; lecz Bóg nie odpowiadał, jakby Go nic nie obchodziły sprawy ginących niewinnych ludzi. Jakby nie ze względu na Niego szli oni na śmierć, jak owce na rzeź prowadzone&#8230;<br />Widziałem niebo i piekło<br />Iszo przez siedem lat pracował u Kurdów, którzy wymordowali jego rodzinę i bliskich. Niejedno życie zdołał uratować w tym czasie &#8211; jeżeli udawało mu się podsłuchać, na jaką miejscowość asyryjską planowany jest kolejny atak, biegł tam nawet całą noc, by uprzedzić chrześcijan o niebezpieczeństwie. Po upływie siedmiu lat uciekł do Syrii, do miejscowości Kabre Hewore (dziś Kahtanijje), gdzie mieszkali Asyryjczycy chętnie przyjmujący rodaków, którym udało się uciec przed masakrami w Turcji. Ludzie, z którymi się spotykał, pamiętali go do końca życia i uważali za świętego. Kiedy w 1940 roku zmarł, opłakiwali go wszyscy. Jego zawinięte w całun ciało złożono w kościele, a następnego dnia na pogrzeb zebrali się krewni i znajomi z całej okolicy.<br />Rano ksiądz otworzył drzwi kościoła i tłum żałobników ujrzał wychodzącego Iszo, który witał ich z uśmiechem. Przerażeni uciekli, lecz zaraz potem się zorientowali, że musiał stać się cud. I rzeczywiście: Iszo opowiadał fantastyczne rzeczy, w które nikt by nie uwierzył, gdyby jego przepowiednie się nie spełniały z zadziwiającą dokładnością.<br />Do Iszo przychodzili ludzie nawet z bardzo daleka, by po raz kolejny usłyszeć opowieść o jego wizycie w niebie. Iszo opowiadał, że kiedy jego ciało złożono w kościele, Matka Boża w towarzystwie dwóch aniołów zabrała go do nieba, gdzie pokazano mu miejsca przygotowane dla wiernych. W niebie tak mu się spodobało, że aż do samej śmierci (w roku 1964) Iszo żałował, iż musiał wrócić na ziemię. Pokazano mu również piekło, które było tak przerażające, że Iszo nie chciał o nim szczegółowo mówić. Wspominał tylko człowieka, który przechodził największe męki i najbardziej przeraźliwie jęczał. Na pytanie, kto to jest, anioł odpowiedział, że to muzułmański prorok Mahomet. Iszo nie bał się tego powtórzyć nawet wobec muzułmanów, choć doskonale wiedział, że za takie słowa może zginąć. Nie da się opisać, jak bardzo to opowiadanie utwierdzało w wierze zdesperowanych chrześcijan, mających w pamięci bezlitosne masakry!<br />Niestety, wycieczka po niebie musiała się zakończyć i Iszo otrzymał od Matki Bożej zadanie, komu co ma przekazać. Iszo napominał księży i zapowiadał różne wydarzenia, które wszystkie się spełniały. Miał na przykład oznajmić proboszczowi, którego żona była niepłodna i już w podeszłym wieku (księża w Kościele syriacko-prawosławnym mają żony), że urodzą się mu dwaj synowie. Jednego mieli nazwać Gabriel, a drugiemu mogli dać dowolne imię. Po roku kobieta rzeczywiście urodziła dwóch synów i jeden otrzymał imię Gabriel. Minęło niewiele czasu i drugi chłopczyk zmarł, natomiast Gabriel żyje do dnia dzisiejszego.<br />Ja chcę do nieba!<br />Swoją odwagą i przepowiedniami Iszo siał strach wśród miejscowych muzułmanów. Bali się powiedzieć choćby słowo przeciwko niemu. Lata mijały, Iszo ukończył sto lat, lecz zachował siłę i jasność umysłu. Codziennie szedł do kościoła, modląc się na głos i śpiewając psalmy, co jest nie do pomyślenia w krajach muzułmańskich, gdzie publiczna modlitwa niemuzułmanina jest karana śmiercią. W nocy, kiedy Iszo nie mógł zasnąć, modlił się tak głośno, że słychać było go na całym osiedlu. Wszystko, o co się modlił, spełniało się &#8211; oprócz prośby o śmierć. Ludzie nawet zaczęli mówić, że Iszo nigdy już nie umrze. Jednak on wcale nie chciał pozostawać na ziemi, ponieważ zaznał już smaku nieba&#8230;<br />&#8222;Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Z radości poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę&#8221;(Mt 13, 44).<br />Michael kończy opowieść. Łzy ściskają mi gardło. Turcja do dziś zaprzecza, by kiedykolwiek miała miejsce masakra chrześcijan, w której zginęło około 2 milionów Ormian, Greków i Asyryjczyków. Dzisiejszy wyzwolony Irak nie przewiduje uznania prawa Asyryjczyków do autonomii i nawet do reprezentacji w parlamencie. Obecność 2 milionów irackich Asyryjczyków jest ignorowana. Chrześcijański naród mówiący językiem Zbawiciela ginie, a my o tym nawet nic nie wiemy&#8230;]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 29 PaÂdziernik</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 29 PaÂdziernik</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.rozaniec.pun.pl/viewtopic.php?pid=64#p64</link>
<guid isPermaLink="false">64@http://www.rozaniec.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Moja żona Suzanne, która jest katoliczką od urodzenia, po raz pierwszy usłyszała o Medziugorju w 1983 r.<br /><br />Przechowywała w swojej pamięci opowiadania o Bernadetcie i objawieniach w Lourdes, opowiedziane przez siostry zakonne podczas jej odwiedzin w klasztorze, gdy była jeszcze dzieckiem i natychmiast uznała objawienia Matki Bożej w Medziugorju za pochodzące od tej samej Matki Bożej. Żywiła głębokie przekonanie, że sama Matka Boża przyzywa ją do tego miejsca i błagała mnie, bym zawiózł ją tam. Powiedziałem jej wówczas: &#8222;To bardzo niesprawiedliwe, że oczekujesz ode mnie, że pojadę do katolickiego Sanktuarium, gdzie odprawiane są publiczne nabożeństwa, podczas których czuję się nieswojo i jeślibyś naprawdę mnie kochała, to nie prosiłabyś mnie, abym pojechał tam z tobą&#8221;. Odpowiedziała mi: &#8222;Bernardzie, gdybyś mnie kochał, to byś mnie tam zawiózł.&#8221; Jednak nie pojechaliśmy.<br /><br />Dziewięć miesięcy później, w sierpniu 1983 roku, pojechaliśmy na wakacje do Dubrownika.To Sue zdecydowała, że powinniśmy tam pojechać. Nie byłem zbyt skłonnym jechać na wakacje do komunistycznego kraju, ale pojechałem tam, aby sprawić jej przyjemność. W trakcie pobytu na miejscu poprosiła mnie, bym zawiózł ją do Medziugorja tylko na jeden dzień. Już w momencie, gdy wybrała Dubrownik na wakacje, zdałem sobie sprawę, że miała coś innego na uwadze, więc tym razem, aby ją zadowolić, zgodziłem się odwiedzić Sanktuarium tylko na jeden dzień. Ku mojemu zdumieniu, kiedy przybyliśmy na miejsce wszystko było tam bardzo normalne, nie było żadnych publicznych pokazów pobożności na wielką skalę, nikt bijąc się w piersi nie leżał na ziemi, nikt nie zakładał worów pokutnych i nie posypywał się popiołem, byli tam sami zwykli ludzie, tacy jak Sue i ja. Mieszkańcy byli w stosunku do na bardzo życzliwi i okazali nam taką gościnność, jakiej nigdy dotąd nie zaznałem. Słyszałem wcześniej, że katolicy w tamtych stronach są antysemitami, ale kiedy powiedziałem im, że jestem Żydem odebrałem od nich jeszcze więcej życzliwości i czułem się bardzo zrelaksowany w trakcie całego pobytu. Około godziny 5-ej znaleźliśmy się w pobliżu kościoła, gdzie odmawiano różaniec i tam spotkaliśmy kogoś znajomego z Londynu; była to kobieta o nazwisku Anita Curtis. Gdy zobaczyła mnie powiedziała: &#8222;Och, to świetnie, że Żyd jest pośród osób odwiedzających Medziugorje; Matka Boża bardzo ucieszy się widząc was tutaj&#8221; Zasugerowała, że mógłbym udać się do pokoju, gdzie miało mieć miejsce Objawienie, ale pomyślałem, że nie byłoby to rzeczą stosowną, bo nie wierzę w to, co się tam dzieje, nie znam jeszcze samego Pana Jezusa, a cóż dopiero Jego Matkę i naprawdę nie wierzę w to, że Ona może ukazywać się sześciu młodym osobom. Znalazłem się obok prezbiterium stojąc w tłumie innych ludzi. Wszyscy błagali siostrę Janę, która w tym czasie posługiwała i ojca Tomislava Pervana, który był proboszczem, aby pozwolili im przebywać pokoju w czasie objawienia. Anita Curtis powiedziała Siostrze Janie, że jestem Żydem i że powinienem wejść do pokoju objawień, ponieważ Nasza Matka Boża ucieszy się na mój widok. W tym samym czasie zauważyłem, że była tam Włoszka, która miała bardzo chore dziecko. Płakała i błagała siostrę Janę, aby pozwoliła jej wejść do pokoju objawień wierząc, że jej dziecko zostanie uzdrowione. Powiedziałem do siostry Jany: &#8222;Proszę, niech siostra pozwoli tej Włoszce wejść do środka, nie jest rzeczą słuszną, abym to ja wszedł, gdyż właściwie to nie bardzo wierzę w to, co się tam dzieje&#8221;. Ojciec Pervan wyszedł i spojrzał na wszystkich tych kłócących się ludzi, a potem chwycił Włoszkę i mnie, i zanim spostrzegłem się, co się ze mną dzieje przeszedłem obok ołtarza i zostałem wciśnięty do pokoju w bocznej kaplicy, gdzie mają miejsce objawienia. Pokój był mały, bardzo zatłoczony i było w nim nieznośnie gorąco. Ludzie stali ramię w ramię ściśnięci tak bardzo, że nawet palca nie można było wetknąć. Wkrótce nadeszło sześcioro widzących, zaczęli modlić się, a potem upadli na kolana. Spojrzałem na ścianę, aby przekonać się, czy zdołam zobaczyć coś niezwykłego, czy zdołam zobaczyć Matkę Bożą, ale widziałem tylko ścianę i raczej źle pomalowaną figurę Niepokalanej Dziewicy Maryi. Nie miałem wyjścia, musiałem razem z innymi uklęknąć. Byliśmy tak ciasno upakowani, że kiedy ktoś ukląkł wszyscy musieli zrobić to samo. Pamiętam, że pomyślałem, że to niemożliwe, aby więcej osób mogło zmieścić się w pokoju, że dla stojących nie było wolnego miejsca, ale żeby uklęknąć, to przecież musiałoby być w pokoju dwa razy więcej miejsca. Tym sposobem czyjeś kolano znalazło się na mojej łydce, a inne kolano oparło się na mojej pięcie i czułem się z tego powodu nader niewygodnie. W pokoju była taka cisza, że słychać było tylko szmer oddechów ludzi, po czym milczenie to przerwał odgłos płaczu, była to Włoszka z chorym dzieckiem. Zacząłem zauważać, że w pokoju była jakaś szczególna obecność, że w tym pokoju dzieje się coś, czego nie rozumiem. A potem, zanim uzmysłowiłem sobie, gdzie jestem i co się wokół mnie dzieje wszyscy wstaliśmy i wyszliśmy.<br /><br />Moja żona, która czekała na mnie ze łzami cieknącymi po twarzy, powiedziała do mnie:&nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp;&#8222;Nigdy nie dowiesz się, jak cudowną Łaską było to dla całej naszej rodziny.&#8221; Sue była tak bardzo szczęśliwa, że byłem w pokoju objawień, to było coś, czegoś wtedy nie rozumiałem, bo chociaż nie wierzyłem w to, co się działo uznałem, że jeśli przypadkiem Matka Boża podróżowała w czasie i przestrzeni, by przybyć na spotkanie z sześciorgiem widzących w Medziugorju, to nie miało to wielkiego znaczenia, czy jestem wewnątrz pomieszczenia, czy też po drugiej stronie ściany, gdyż byłaby i tak w stanie mnie zobaczyć, coś, czego po prostu nie mogłem pojąć. Więc to był pierwszy raz, gdy byłem zmuszony uklęknąć; tradycja zakazuje Żydom klękania z obawy naruszenia jednego z Przykazań, które zakazuje oddawania czci wizerunkom uczynionym ręką ludzką, a zatem stało to w przeciwieństwie do wpojonych mi w młodości nakazów ortodoksyjnej religii żydowskiej i czułem się winny temu, że musiałem uklęknąć w tym pokoju przed źle pomalowaną figurą.<br /><br />Wracałem do Medziugorja wiele razy z żoną, gdyż odbierałem je jako całkiem przyjemne do odwiedzania i przyjazne miejsce. Sprawiało mi to dużą przyjemność i wiedziałem też, że się tam dzieje coś, czego nie rozumiem, ale cokolwiek się działo, miało to wpływ na to, że wszystkie przybywające tam osoby stają się bardzo milłe i okazują sobie nawzajem uczucia przyjaźni i miłości. Tak więc jeździłem tam bez wiary, ale czerpiąc radość z otoczenia. Wciąż odwiedzałem Medziugorje przez wiele lat i traktowałem je jako miejsce, dokąd można się wyrwać, by znaleźć tam spokój, wspaniały odpoczynek i przyjaźń.<br /><br />Jakieś dwa lata później, myślę, że było to w 1985 roku, Sue i ja byliśmy w trakcie jednej z naszych regularnie odbywanych wizyt w Sanktuarium, kiedy to podczas jednego wieczoru zdecydowaliśmy się wejść na Górę Križevac, ponieważ dowiedzieliśmy się, że będzie tam miało miejsce Objawienie i że tam będzie Maria Pavlović. Dotarliśmy do stóp Krzyża bardzo wcześne i usiedliśmy na schodach tuż przed Krzyżem. Rozmawialiśmy ze sobą o naszym życiu i swoich przekonaniach religijnych: Sue mówiła o swojej wierze katolickiej, a ja na temat mojego żydowskiego wychowania. Sue próbowała mnie przekonać, że Jezus Chrystus jest moim Mesjaszem i Zbawicielem, a ja mówiłem jej, że na każdy dobry powód, by twierdzić, że jest On Mesjaszem istnieje równie dobry powód, by powiedzieć, że Nim nie jest. Oczywiście teraz już wiem, że jest to sprawa serca, a nie głowy, ale wówczas to moja głowa panowała nad wypowiadaniem sądów i wciąż nie mogłem przyjąć faktu, że Jezus jest Mesjaszem i że Jego Matka ukazuje się widzącym w Medziugorju. Rozmawialiśmy tak przez jakiś dłuższy czas i nie zauważyliśmy, że zrobiło się już zupełnie ciemno i wielki tłum zebrał się u stóp Krzyża. Usłyszałem śpiew i zobaczyłem zbliżające się w naszym kierunku światło latarki. To była Maria Pavlović ze swoją grupą modlitewną. Tłum rozdzielił się, gdy przyszła do stóp Krzyża. Przez przypadek stanęła obok mojego ramienia. Zaczęła się modlić, a potem upadła na kolana. Gdy to uczyniła stojący obok niej człowiek zapytał się mnie: &#8222;Jesteś Anglikiem?&#8221;, odpowiedziałem &#8222;Tak&#8221;. Poprosił, żebym oznajmił tłumowi w języku angielskim, że Matka Boża ukazuje się w tej chwili Marii i żeby wszyscy uklękli, zaczęli się modlić i przestali robić zdjęcia. Odwróciłem się zatem i krzyknąłem w ciemność, w stronę wielkiego tłumu: &#8222;Wszyscy na kolana, Matka Boża objawia się teraz Marii Pavlović, proszę się modlić, nie fotografować&#8221;, po czym wszyscy uklękli, poza mną, gdyż tradycja nie pozwalała mi klękać. Ale tym razem poczułem, że po tym, jak powiedziałem &#8222;wszyscy na kolana&#8221; byłoby niegrzecznie samemu nie uklęknąć. Tak więc uklęknąłem obok Marii i to był mój drugi raz, gdy to uczyniłem. Pamiętam, że było to bardzo nieprzyjemną rzeczą do zrobienia. Na ziemi były kamienie, które wrzynały się w kolana, było mi bardzo niewygodnie. Zastanawiałem się, czy katolicy nosili specjalne ochraniacze na kolana, które pozwalają im klęczeć. Takie myśli przechodziły mi przez głowę w czasie Objawienia. Wtem poczułem kroplę deszczu na mojej głowie i pomyślałem, że zaraz zacznie się ulewa, a my tu jesteśmy na szczycie góry w wielkim tłumie ludzi. Będziemy musieli schodzić powoli, zrobi się niebezpiecznie ślisko, gdy góra zostanie zmoczona, wtedy przemokniemy, i zastanawiałem się też, co każdy Żyd robi w takich sytuacjach, gdy nie ma miejsca dla niego. Objawienie zakończyło się, każdy wstał i bardzo szybko podsunięto małe magnetofony przed Marię, a przewodnicy grup tłumaczyli orędzie na różne języki, w końcu przyszła kolej na język angielski. Orędzie zostało przetłumaczone, nie pamiętam dokładnie słów, ale było tam coś na temat powrotu do życia w świetle Ewangelii; w przeciwnym razie świat ściągnie na siebie wielkie nieszczęście, a następnie, na końcu orędzia zostało powiedziane: &#8222;łza stoczyła się po policzku Matki Bożej i spadła na chmurkę, na której stała&#8221;. Pomyślałem, że to ja na pewno stałem wtedy pod tą chmurką. Tej nocy nie padało.<br /><br />Kiedy wróciłem do pensjonatu, w którym mieszkaliśmy opowiedziałem młodemu amerykańskiemu kapłanowi imieniem Robert Cox o moich przeżyciach, wtedy powiedział mi: &#8222;Bernardzie, zostałeś wezwany do przyjęcia Chrztu Św.&#8221;. Słów tych nie rozumiałem, poprosiłem go więc o wyjaśnienie. Powiedział mi, abym po powrocie do Anglii udał się do miejscowego księdza proboszcza i powiedział mu, że zostałem wzywany do przyjęcia Chrztu św. Dalej tego nie rozumiałem, więc kiedy wróciłem do Anglii, nie zrobiłem nic w tej sprawie. Jednakże myśl o tamtej kropli wody spadającej mi na głowę pozostała w mojej głowie; bardzo często wracałem w myślach do tej sprawy.<br /><br />W następnym roku byliśmy znowu w Medziugorju, wtedy to przy okazji odwiedzin u ojca Jozo po to, by usłyszeć, jak przemawia do ludzi powiedziałem do Sue, że chcę pozostać do samego końca i pomodlić się razem z ojcem Jozo. Jak zwykle był tam ogromny tłum i Sue powiedziała: &#8222;Jest tu tak wiele osób, powinniśmy wrócić do Medziugorja&#8221;, a ja rzekłem: &#8222;Chcę, żeby się pomodlił ze mną&#8221;, wtedy Sue powiedziała: &#8222;On modlił się już z tobą w kościele i już cię pobłogosławił, nie ma sensu pozostawać tu dłużej&#8221;. Tak więc czekaliśmy, czekaliśmy i czekaliśmy, podczas gdy tłum powoli znikał, aż znaleźliśmy się na czele kolejki. W międzyczasie wszystkie autokary i autobusy odjechały z powrotem do Medziugorja, a my zostaliśmy właściwie na samym końcu. Wreszcie nadeszła moja kolej, powiedziałem do Anicy, która tłumaczyła dla Ojca Jozo, że jestem Żydem i że chcę, aby Ojciec Jozo pomodlił się, aby Duch Święty (Żydzi uznają Ducha Świętego) oświecił mnie, abym czynił to, co jest dobre dla mnie. Ojciec Jozo położył jedną rękę na moim sercu a drugą objął Sue i mnie. Nie rozumiałem wypowiadanych słów, ale modlitwa brzmiała bardzo szczere. Podczas tej modlitwy poczułem, jak potężnie wali mi serce. Sue powiedziała mi później, że czuła tak, jakby moje serce miało rozedrzeć koszulę, którą miałem na sobie. Po czym modlitwa zakończyła się, a my musieliśmy znaleźć taksówkę i tak wróciliśmy do Medziugorja. Po powrocie do Anglii myślałem o spotkaniu z o. Jozo i tamtej łzie z nieba, ale jeszcze nie podjąłem się przyuczenia do wiary katolickiej i nadal nie wierzyłem.<br /><br />Rok po tym, w sierpniu 1987 roku, Ojciec Slavko uczestniczył w nabożeństwie katolickiej odnowy charyzmatycznej w sanktuarium kościoła katolickiego w Walsingham, w Hrabstwie Norfolk w Anglii, w którym razem z Sue wzięliśmy udział. Było to wieczorne nabożeństwo pokutne, po którym Ojciec Slavko miał uczcić Najświętszy Sakrament w adoracji eucharystycznej. Zgromadzeni podchodzili do kapłanów, którzy stali przed namiotem i wyznawali po jednym grzechu. Po czym każdy z nich zapalał świecę i wychodził w geście symbolicznym w stronę ciemności. Byli rozradowani na samą myśl, że Boża Miłość przebaczyła im grzechy, świętowali, śpiewali i tańczyli z radości, że zostali uwolnieni z jarzma grzechu. Na koniec procesja ta ze śpiewami i tańcami, pełna hałaśliwie zachowujących się ludzi weszła do kaplicy pojednania w Walsingham, gdzie miała mieć miejsce adoracja eucharystyczna pod przewodnictwem o. Slavko. Oiciec Slavko stanął za ołtarzem i patrzył na ten tętniący życiem, głośno zachowujący się, podekscytowany tłum. Stał nie poruszając się, jedynie patrzył na ludzi. Oczywiście czekał, aż się wyciszą i wejdą w stan adoracji. Czekał długo, trwało to dobre kilka minut. W normalnej sytuacji wyszedłbym na zewnątrz w obawie, że złamię przykazanie, które miałem wpojone od młodości. &#8222;Nie będziesz oddawał czci posągom uczynionym ręką ludzką, nie będziesz się im kłaniał&#8221;, ale tym razem zostałem na miejscu. Byłem zafascynowany tym, co się działo, oczekiwaniem o. Slavko, aż tłum powoli ucichnie i znieruchomieje, aż ludzie zastygną w bezruchu, cisi i uspokojeni. Nie było słychać żadnego dźwięku w pomieszczeniu. Przypomniało mi to ciszę w pokoju objawień lata temu. O. Slavko powoli postawił Monstrancję na ołtarzu i wystawił Najświętszy Sakrament na widok zgromadzonych. Był to doskonały spokój we wzniosłym bezruchu. Wszyscy upadli na kolana. Znowu byłem ostatnią stojącą osobą, ale tym razem poczułem wewnętrzne przekonanie, że powinienem również uklęknąć, z tym że za tym trzecim razem było tak dlatego, że sam tego chciałem. Tak więc uklęknąłem i gdy to uczyniłem, to w tej wszechogarniającej chwili patrzyłem na twarze ludzi wokół mnie, którzy wpatrywali się w Najświętszy Sakrament. Następnie spojrzałem na Najświętszy Sakrament i w jakiś sposób odczułem, że była tam Święta Obecność patrząca na ludzi klęczących przed Nią. W tamtej chwili otrzymałem prezent, którego nigdy nie zdołam wyjaśnić, ponieważ jest to czysty dar. Zrozumiałem, że Bóg jest prawdziwie obecny w Najświętszym Sakramencie. W tej samej chwili Jezus wezwał mnie, abym zaakceptował Go jako mojego Zbawiciela i to uczyniłem.<br /><br />Wróciłem do Anglii i poprosiłem mojego księdza Proboszcza, aby przyuczył mnie do wiary katolickiej. Pochodząc z kultury żydowskiej nie byłem ochrzczony, podczas katechez uczono mnie więc o sakramencie Chrztu św., zdałem sobie wtedy sprawę, że otrzymuję wspaniałą okazję, by rozpocząć życie na nowo i że poprzez Chrzest św. zostanę obmyty jak nowonarodzone dziecko. Narodzę się na nowo i wszystko, co działo się ze mną i wszystko, co kiedykolwiek uczyniłem w przeszłości będzie tak, jakby się nigdy nie wydarzyło. Nie było wiele rzeczy, które były dla mnie trudne do zrozumienia, ale przyjąłem je, bo byłem ogarnięty myślą, że jest to wspaniała szansa, jaką daje mi Bóg. Z utęsknieniem czekałem na dzień, w którym miałem zostać przyjęty do Kościoła świętego i ochrzczony. Dowiedziałem się o rzeczywistej obecności Chrystusa w Eucharystii, coś co już wcześniej uznałem za fakt i dowiedziałem się, że Pan Bóg przychodzi do nas każdego dnia we Mszy Świętej, aby nas ożywić fizycznie i duchowo, a kiedy popełnimy nieuniknione błędy, których wszyscy dopuszczamy się z powodu naszej ludzkiej ułomności, to mogę wówczas pójść do kapłana udzielającego sakramentu Spowiedzi św. i &#8211; o ile będę prawdziwie skruszony &#8211; popełnione przeze mnie grzechy zostaną mi odpuszczone. Jako neofita wychowany w wierze żydowskiej zdaję sobie sprawę, że wszystko, co jest obecne w Wierze Katolickiej jest głęboko zakorzenione w wierze żydowskiej. Zatem nie tyle stawałem się katolikiem, co pełnym Żydem i jestem naprawdę wdzięczny, że Pan Bóg w swojej nieskończonej Łasce dał mi tę wspaniałą okazję.<br /><br />Zostałem przyjęty do Kościoła katolickiego, przyjąłem sakramenty Chrztu św. i Bierzmowania oraz przystąpiłem do Pierwszej Komunii Świętej w czwartek 13 kwietnia 1987 r. Tak się złożyło, że była to również pierwsza noc żydowskiej Paschy. Pierwsza noc żydowskiej Paschy i Wielki Czwartek nie zawsze wypadają w tym samym dniu, ale w tym roku tak się wydarzyło. Naród żydowski wierzy, że Mesjasz przyjdzie w pierwszą noc Paschy, jest to tradycja i ludzie czekają na Mesjasza, który ma przyjść w tę noc. Do mnie Mesjasz przyszedł właśnie tej nocy, kiedy zostałem ochrzczony, przyjąłem Bierzmowanie i Pierwszą Komunię Świętą.<br /><br />Otrzymałem jeden dodatkowy mały prezent, który jestem pewien, że był darem od naszej Matki Bożej. Ten doniosły dzień dla mnie, 13 kwietnia 1987 r. był też dniem moich urodzin i jestem pewien, że był to prezent od mojej Matki Bożej, która wezwała mnie i nakłoniła do uklęknięcia w tych trzech przypadkach, które razem złożyły się na ten dzień pokrywający się z datą moich urodzin. Urodziłem się ponownie w swoje urodziny. Jakże cudowną Łaskę otrzymał ten Żyd.<br /><br />W ciągu kolejnych lat odwiedzałem Medziugorje wielokrotnie i bardzo zaprzyjaźniłem się z wszystkimi franciszkanami: o. Ivanem, o. Orićem, o, Pervanem, o. Svetem i o. Slavko, którzy zawsze gościnnie przyjmowali mnie jako Żyda, który stał się katolikiem dzięki temu, że doświadczył Medziugorja. Miałem przywilej poznania z bliska Ojca Slavko, który ma wiele miłości do narodu żydowskiego i zawsze był zainteresowany jego kulturą. Kiedy wybuchła wojna w 1990 roku założyłem organizację charytatywną w Anglii, która dzięki hojności mieszkańców tego kraju udzieliła pomocy dla całej Chorwacji oraz Bośni i Hercegowiny o wartości ponad dziesięciu milionów funtów. Chcieliśmy pomagać tym ludziom, którzy pomogli nam tak bardzo poprzez osobiste przykłady wiary, gościnność i przyjaźń. Obok żywności i zaopatrzenia medycznego dostarczyliśmy sto sześćdziesiąt pojazdów, które zostały pozostawione w regionie, aby mieszkańcy mogli pomagać sobie nawzajem dostarczając pomoc humanitarną i środki medyczne do odległych miejsc, gdzie były one najbardziej potrzebne, do miejsc, które znalazły się w strefach walk zbrojnych. Moje wysiłki były bardzo chwalone, ale ja byłem zaledwie przedstawicielem wielu ludzi, którzy dołączyli się do pomocy, kierowców konwojów humanitarnych, ofiarodawców wpłat pieniężnych, żywności i wyposażenia medycznego. Najbardziej odczuwałem i najwięcej zdawałem sobie sprawę z faktu, że my, którzy nieśliśmy pomoc byliśmy stroną uprzywilejowaną i że to raczej my winniśmy dziękować ludziom z Chorwacji oraz Bośni i Hercegowiny niż oni nam. Ludzie z Chorwacji oraz Bośni i Hercegowiny, którzy cierpieli podczas tej straszliwej wojny byli jej ofiarami i stawali się podobni do Chrystusa w swoim cierpieniu. Poprzez swoje trudności i cierpienia dali nam szansę, aby im pomóc i udowodnić, że kochamy się wzajemnie tak, jak Pan Bóg nas kocha. Byliśmy uprzywilejowani, my, którzy otrzymaliśmy dar bycia w stanie im pomóc i było to dla nas łaską. W latach wojny, bardzo ściśle współpracowałem ze wszystkimi Ojcami franciszkanami i wtedy właśnie bardzo przybliżyłem się do o. Slavko. Spędziliśmy razem bardzo wiele czasu. Musiało to być dziwne dla wielu osób, że ojciec Slavko i ja mogliśmy tak bardzo zaprzyjaźnić się ze sobą, gdyż nasze osobowości i pochodzenie kulturowe były tak różne od siebie. O. Slavko powiedział do mnie: &#8222;Bernardzie, jesteś prawdziwym przyjacielem&#8221; i są to słowa, które bardzo sobie cenię.<br /><br />&#8222;Kiedy proszę cię o pomoc zawsze mówisz od razu tak, nigdy nie zapytałeś, czego chcesz, abym ci zrobił, w jaki sposób mogę to zrobić dla ciebie i dlaczego chcesz mojej pomocy. Ty mówisz tylko: tak, pomogę. Wiesz instynktownie, że nie będę prosić o nic, czego nie mógłbyś wykonać. Ty masz do mnie zaufanie. To &#8211; powiedział &#8211; było rzeczywistą miarą prawdziwego zaufania, przyjaźni i dlatego uważam cię, za prawdziwego przyjaciela&#8221;.<br /><br />Ojciec Slavko jest niewątpliwie Świętym i przebywa teraz z naszym Panem w niebie, a dla mnie żydowskiego konwertyty być zaliczanym w poczet przyjaciół Świętego jest przywilejem, który wykracza poza wszelkie słowa.]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 29 PaÂdziernik</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 29 PaÂdziernik</comments>
</item>
<item>
<title>Trafiona przez piorun</title>
<link>http://www.rozaniec.pun.pl/viewtopic.php?pid=63#p63</link>
<guid isPermaLink="false">63@http://www.rozaniec.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<img class="postimg" style="float: right; clear: right" src="http://dzieckonmp.files.wordpress.com/2010/02/trafiona-przez-pior.jpg?w=500&h=728" alt="http://dzieckonmp.files.wordpress.com/2010/02/trafiona-przez-pior.jpg?w=500&amp;h=728" /> <br />cz.I<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=LxJNwEKMpNw&feature=player_embedded#!" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=LxJNwEKM &hellip; embedded#!</a><br />cz.II<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=J1JvFzmdAEA&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=J1JvFzmd &hellip; re=related</a><br />cz.III<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=Z-4py76iPWo&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=Z-4py76i &hellip; re=related</a><br />cz.IV<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=aaUcTjKq8d0&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=aaUcTjKq &hellip; re=related</a><br />cz.V<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=Sp0c1uXYcR0&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=Sp0c1uXY &hellip; re=related</a><br />cz.VI<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=k54up7-83EE&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=k54up7-8 &hellip; re=related</a><br />cz.VII<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=eJVA1WROT8E&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=eJVA1WRO &hellip; re=related</a><br />cz.VIII<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=niv5CgUwY8c&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=niv5CgUw &hellip; re=related</a><br />cz.IX<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=niv5CgUwY8c&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=niv5CgUw &hellip; re=related</a><br />cz.X<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=hOebNwuP4Pc&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=hOebNwuP &hellip; re=related</a><br />cz.XI<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=bfLRmMDJZOg&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=bfLRmMDJ &hellip; re=related</a><br />cz.XII<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=BCzkdTOdWoQ&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=BCzkdTOd &hellip; re=related</a><br />cz.XIII<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=HDEjEYwKrJQ&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=HDEjEYwK &hellip; re=related</a><br />cz.XIV<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=RzFly3zUbfs&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=RzFly3zU &hellip; re=related</a><br />cz.XV<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=TYRk3oy2Ky0&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=TYRk3oy2 &hellip; re=related</a><br />cz.XVI<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=vACGLPKhQL0&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=vACGLPKh &hellip; re=related</a><br />cz.XVII<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=M5-J2rHUFlU&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=M5-J2rHU &hellip; re=related</a><br />cz.XVIII<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=hoL9IE_PHBk&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=hoL9IE_P &hellip; re=related</a><br />cz.XIX<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=JsHKZUrMkIs&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=JsHKZUrM &hellip; re=related</a><br />cz.XX<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=AlBiX-OWYnI&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=AlBiX-OW &hellip; re=related</a><br />cz.XXI<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=BdKZ3dns37I&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=BdKZ3dns &hellip; re=related</a><br />cz.XXII<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=D3vAPHmcWko&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=D3vAPHmc &hellip; re=related</a><br />cz.XXIII<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=5zKqJZNKK1U&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=5zKqJZNK &hellip; re=related</a><br />cz.XXIV<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=gxsg43xI_kA&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=gxsg43xI &hellip; re=related</a><br />cz.XXV<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=vHCJhPVub5s&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=vHCJhPVu &hellip; re=related</a><br />cz.XXVI<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=kADJ6SovoA0&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=kADJ6Sov &hellip; re=related</a><br />cz.XXVII<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=RO8NEAcn5gk&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=RO8NEAcn &hellip; re=related</a><br />cz.XXVIII<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=XwWDyr7rrUg&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=XwWDyr7r &hellip; re=related</a><br />cz.XXIX<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=zshNHrbpG10&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=zshNHrbp &hellip; re=related</a><br />cz.XXX<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=PuC2HebhGFc&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=PuC2Hebh &hellip; re=related</a><br />cz.XXXI<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=cEtSXsSq1JI&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=cEtSXsSq &hellip; re=related</a><br />cz.XXXII<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=_UUVXu2MeH0&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=_UUVXu2M &hellip; re=related</a><br />cz.XXXIII<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=pdxZVhVEduk&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=pdxZVhVE &hellip; re=related</a><br />cz.XXXIV<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=p5qT3D9mHTw&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=p5qT3D9m &hellip; re=related</a>]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 29 PaÂdziernik</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 29 PaÂdziernik</comments>
</item>
<item>
<title>Bill Wiese &#38;#8211; 23 minuty w piekle</title>
<link>http://www.rozaniec.pun.pl/viewtopic.php?pid=62#p62</link>
<guid isPermaLink="false">62@http://www.rozaniec.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<a href="http://pl.gloria.tv/?media=54231" target="_blank" rel="nofollow">http://pl.gloria.tv/?media=54231</a>]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 29 PaÂdziernik</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 29 PaÂdziernik</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.rozaniec.pun.pl/viewtopic.php?pid=61#p61</link>
<guid isPermaLink="false">61@http://www.rozaniec.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<img class="postimg" style="float: left; clear: left" src="http://dzieckonmp.files.wordpress.com/2010/02/jezu.jpeg?w=118&h=196" alt="http://dzieckonmp.files.wordpress.com/2010/02/jezu.jpeg?w=118&amp;h=196" />Jestem matką siedmiorga dzieci. Troje urodziłam, dla czworga stałam się miejscem śmierci. Chociaż wydarzyło się to dawno, bo ponad trzydzieści lat temu i przygotowując się do pierwszej Komunii świętej najstarszego syna byłam u spowiedzi otrzymując rozgrzeszenie, poranienie pozostało.<br />Temat ten głęboko zamknęłam, schowałam starając się zapomnieć. To moje &#8222;zapomnienie&#8221; polegało tylko na tym, że nigdy i z nikim nie mówiłam o przerywaniu ciąży. Słysząc jak inni poruszali ten temat byłam pełna niepokoju, smutku i bólu. Mijały lata, dochodziły różne problemy życiowe jak: wyjazd z rodziną do Niemiec, troska o dorosłe już dzieci i wiele innych kłopotów. Depresja. Leczenie psychosomatyczne trwało prawie dziesięć lat. Trzy razy byłam w sanatorium. Lekarze starali się mi pomóc, znaleźć przyczynę choroby, ja natomiast widziałam tylko moje obecne problemy. Całkowite zagubienie i pragnienie ucieczki, ale dokąd? Zamknięty krąg. Beznadzieja. Przez te wszystkie lata, chociaż chodziłam do kościoła, to naprawdę tylko &#8222;chodziłam&#8221;. Bałam się Pana Boga. Wydawało mi się, że jestem niegodna tam przychodzić.<br />Tylko do Maryi miałam odwagę się zwrócić, została moją powierniczką, do Niej zwracałam się z moimi problemami, ale sama niewiele robiłam. Będąc w Polsce w roku 1997 weszłam do księgami katolickiej i na bocznym stoliku spostrzegłam &#8222;Dzienniczek&#8221; siostry Faustyny Kowalskiej, który natychmiast kupiłam. Zadziwiło mnie Boże miłosierdzie! Zadziwiło i spowodowało pragnienie doświadczenia go, lecz dusza moja była głucha. Zaczęłam odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Uparcie i ciągle. Wynotowałam sobie wszystkie słowa Pana Jezusa zapisane przez świętą Faustynę. Szczególnie głęboko poruszyły mnie słowa Pana Jezusa, które zapisała w Zeszycie Piątym, 1541: &#8222;Córko moja, zachęcaj dusze do odmawiania tej koronki, którą ci podałem. przez odmawianie tej koronki podoba mi się dać wszystko, o co mnie prosić będą. &#8230;. Napisz dla dusz strapionych: Gdy dusza ujrzy i pozna ciężkość swych grzechów, gdy się odsłoni przed oczyma jej duszy cała przepaść nędzy, w jakiej się pogrążyła, niech nie rozpacza, ale z ufnością niech się rzuci w ramiona mojego miłosierdzia, jak dziecko w objęcia ukochanej matki. Dusze te mają pierwszeństwo do mojego litościwego serca, one mają pierwszeństwo do mojego miłosierdzia.&#8221; Czytałam i płakałam, I nie wiedziałam co ze sobą zrobić. I wtedy właśnie, kiedy wołanie: &#8222;Jezu ufam Tobie&#8221; było moim SOS, we wrześniu 1998 roku odbyły się rekolekcje prowadzone przez O. Józefa Kozłowskiego z Odnowy w Duchu Świętym w Łodzi wraz z Zespołem Ewangelizacyjnym &#8222;Mocni w Duchu&#8221;. Pomyślałam wtedy, że tylko Duch Święty może mnie oświecić. I tak się stało! Z pragnieniem ponownego wyznania grzechów przeciwko życiu.. udałam się do konfesjonału otrzymując dar: modlitwę uwolnienia ze skutków grzechów. Nareszcie opadły okowy, zaczęłam rozumieć przyczynę mojej depresji. Zachwyciło mnie nieskończone, przebaczające Boże miłosierdzie, którego tyle lat nie rozumiałam. Zrozumiałam wreszcie i wybaczyłam również sobie. Przeżyłam Seminarium Życia w Duchu Świętym.<br />Cotygodniowe spotkania w grupie modlitewnej z ludźmi, którzy otwierali swoje serca Jezusowi, aby w nich mieszkał i przemieniał je, dawały mi siłę. I już nie było pustki. Powróciła radość życia. Zostałam uzdrowiona z depresji. I znowu zadziwienie, że i mnie Pan uzdrowił! Lecz o moich dzieciach tych, którym nie dałam żyć myślałam i dziwna tęsknota trwała. Dzięki łasce jaką jest kierownictwo duchowe, weszłam na drogę pokuty. Moja adopcja duchowa, którą nazwałam &#8222;Poczęciem Miłości&#8221; trwająca dziewięć miesięcy, to uznanie sercem, pokochanie moich dzieci. Codziennie jedna tajemnica różańca, a więc przez Maryję, Matkę. Do tego zapragnęłam, aby te dziewięć miesięcy było nowenną uwielbienia Boga Dawcy Życia, przez codzienne rozważanie i obserwowanie rozwoju dziecka w łonie matki. Więc wielbiłam Boga w genach, chromosomach, w każdej nowej komórce, &#8230; Zachwyciłam się cudem i pięknem rozwoju nowego życia, ale i trwał ból, który nazwałam &#8222;bólem prawdy o sobie&#8221;. Ten ból był mi potrzebny, uczył miłości. Z Maryją rozmawiałam o moich dzieciach i prosiłam Ją, aby przekazywała im moją miłość .Moje poranienie wewnętrzne było tak głębokie, że nie mogłam się do nich zwrócić bezpośrednio. Zapragnęłam wreszcie, i mogłam to pragnienie powierzyć Maryi, aby moje dzieci miały imiona. Prosiłam Ją tak:<br />&#8222;Widzisz Mamo z jakim pragnieniem jestem u Ciebie i jakie to mają być imiona, przecież nie znam ich płci, zaradź, pomóż mi w tej sprawie, proszę.&#8221; Był to koniec siódmego miesiąca mojej modlitwy miłości, w przeddzień święta M. B. Częstochowskiej. Następnego dnia rano spiesząc się do pracy pomyślałam sobie, że przeczytam tylko dwa zdania z Pisma Świętego, bo już i tak jestem prawie spóźniona. Otworzyłam więc i przeczytałam: Dn 1, 6 &#8211; 7 &#8222;Spośród ,synów judzkich byli wśród nich Daniel, Chananiasz, Miszael i Azariasz. Nadzorca służby dworskiej nadał im imiona, &#8230; n Więc mogę nadać imiona moim czterem synom! Cała w dziękczynieniu wybiegłam do pracy.<br />Moi synowie otrzymali imiona: Mateusz, Marek, Łukasz i Jan. Po raz pierwszy zwróciłam się do nich bezpośrednio nadając im kolejno imiona i prosząc ich o przebaczenie.]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 29 PaÂdziernik</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 29 PaÂdziernik</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.rozaniec.pun.pl/viewtopic.php?pid=60#p60</link>
<guid isPermaLink="false">60@http://www.rozaniec.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Nie wiem &#8211; czy to, co powiem nie zabrzmi jak jakaś fantastyczna baśń lub nie będzie postrzegane jako zerwanie ze światem rzeczywistości i ucieczką w świat fantazji. Pisząc to, wydaje mi się, jakobym opowiadał o czymś dla człowieka i jego realności postrzegania świata, niemożliwym. W pełni zdaję sobie sprawę, że dla kogoś, kto nie doznał w swoim życiu realnym cudownej ingerencji Boga &#8211; zrozumienie tego, o czym tu piszę nie będzie możliwe. Muszę się przyznać, że nawet teraz po tylu latach ja sam z &#8222;zachwytem&#8221; wspominam te wydarzenia.<br /><img class="postimg" style="float: left; clear: left" src="http://dzieckonmp.files.wordpress.com/2010/02/wesola.jpg?w=260&h=184" alt="http://dzieckonmp.files.wordpress.com/2010/02/wesola.jpg?w=260&amp;h=184" />Rzecz cała działa się w m. WESOŁA późną jesienią 1982r. w parafialnym kościółku pod wezwaniem OPATRZNOŚCI BOŻEJ. Od pewnego czasu chodziłem tam na mszę (tak to można nazwać, &#8211; bo na pewno nie było to w niej uczestnictwem) w niedzielę i święta. Oczywiście w ukryciu przed całą rodziną i światem.. Nadmienić tu muszę, iż byłem wówczas żołnierzem zawodowym, służącym w poważnym instytucie MON-owskim.<br />Otóż jak zawsze udałem się na niedzielną mszę, i stojąc pod filarem w samym tyle kościółka (bo za mną już była tylko ściana), trwałem tak patrząc na nielicznych ludzi zgromadzonych bliżej niż ja ołtarza. Po pewnym czasie tego mojego trwania, ku mojemu zdziwieniu usłyszałem głos. Uznałem go w pierwszym przejawie za jakieś przewidzenie, lub słuchowo-osobowe omamy. Ale nie!!! Ten GŁOS naprawdę był!!! Wołał do mnie powtórnie, tym razem: głośniej, silniej i mocniej &#8222;PO CO TU PRZYSZEDŁEŚ?!! Jeszcze dziś po tak długim czasie na samo wspomnienie tego wydarzenia, dreszcz ogarnia całe moje ciało. Rozejrzałem się wkoło. Chciałem się zorientować czy to się dzieje naprawdę i czy ktoś inny oprócz mnie też w tym uczestniczy. Wówczas Ten Głos powiedział &#8222;TAK, DO CIEBIE MÓWIĘ, &#8211; PO CO TU PRZYSZEDŁEŚ?&#8221;. Wyciszyłem się wówczas wewnętrznie (choć po ludzku wiem, że jest to niemożliwe) i odpowiedziałem &#8211; że przecież jest niedziela i że tradycja nakazuje być w taki dzień na mszy. Trwałem tak w osłupieniu nie wiedząc co się wkoło mnie działo. &#8211; On mówił dalej &#8222;CZY TY WIERZYSZ W TO, ŻE TU NA TYM OŁTWRZU, JESTEM JA PRAWDZIWIE, MOJA KREW I MOJE CIAŁO?&#8221; Zastanowiłem się a całe moje dotychczasowe życie prze-sunęło się mi przed oczami. Było w nim wiele zdarzeń tak nie wytłumaczalnych, iż bez wahania odpowiedziałem &#8211; wie-rzę, że jest w tym coś, wyczuwam tego realność i moc transcedentalną &#8211; wieczną. W czasie tego jak ja to dziś nazywam &#8222;mojego cudownego nawrócenia&#8221;, trwałem w takim wielkiej wierze, że powiedzenie, iż Bóg nie istnieje było niedorzecz-nością &#8211; bo przecież ja tu teraz z Nim rozmawiam &#8211; realnie, naprawdę!!! To co mi później powiedział nie zapomnę do końca życia, powiedział mocnym zdecydowanym i groźnym głosem &#8222;TO ZEJDŹ NA SAMO DNO TEGO COŚ, I DO-TKNIJ GO &#8211; CZCIJ MNIE A NIE SWOJEGO BOŻKA TRADYCJĘ &#8211; PRZYCHODŹ TU DLA MNIE, ALBO NIE PRZYCHODŹ TU WCALE&#8221;. Zdałem sobie sprawę, że przychodząc tu nie dla Niego, ale dla tego, że nakazuje mi to tra-dycja, kpię sobie z Niego i z Jego tak świętej ofiary złożonej też za mnie i dla mnie. Przychodząc tu, do stóp Jego świętego Ołtarza, gdzie On za mnie umiera, mówię Mu, że ja go nie potrzebuję bo mam swojego bożka tradycję &#8211; obłud-nie kpiąc sobie z Niego. W tym momencie ogarną mnie tak wielki żal za dotychczasową moją postawę, że myślałem iż się rozpłaczę (chyba trochę łzy to i mi poleciały z oczu) i chciało mi się krzyczeć głośno &#8211; bardzo głośno! Wówczas usłysza-łem na koniec &#8222;DAŁEM CI ANALOGOWY ROZUM I DAR ROZUMIENIA WIELU RZECZY &#8211; UŻYWAJ GO DLA CHWAŁY BOŻEJ, ZBAWIENIA SWOJEGO I TYCH, KTÓRYCH POSTAWIĘ NA TWOJEJ DRODZE ŻYCIA&#8221;.<br />Gdy wszystko się wyciszyło, ujrzałem konfesjonał a w nim kapłana. Ukląkłem natychmiast i przystąpiłem do spowiedzi. &#8211; Była długa. Na końcu ksiądz Mirosław Nowosielski (bo on był owym spowiednikiem) namawiał mnie abym przyszedł na spotkanie Wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym, które odbywały się wówczas na plebani w każdą sobotę. Po kilku tygodniach przystąpiłem do uczestnictwa w życiu Wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym &#8222;ZWIASTO-WANIE&#8221; (jak ja później nazwaliśmy) w m. WESOŁA.<br />Do dnia dzisiejszego biorę żywy udział w życiu wspólnoty, na ile pozwalają mi obowiązki względem mojej rodziny i praca zawodowa. Nie wiem, jakie byłoby moje życie bez &#8222;mojego cudownego nawrócenia&#8221; i bez Wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym. Wiem natomiast jedno na pewno, że pokochałem Jezusa a przez Niego, a raczej w Nim sa-mego Boga w Trójcy jedynego i Ducha św. &#8211; Nie chcę już kochać tego świata, ale coraz doskonalej, bardziej chcę miło-wać Boga i tą Miłością zarażać wszystkich. Wszystkich, których Bóg postawił na mojej drodze życia. Uwielbiam Boga również w tym, że dał mnie i mojej rodzinie Maryją &#8211; kochaną Mateńkę. On kiedyś powiedział mi, że o cokolwiek chcę Go prosić dla mojej rodziny, mam prosić Go za pośrednictwem Maryi, Jego i naszej Mateńki, a Ona wszystko potrafi dla nas wybłagać. Do dnia dzisiejszego nie było takiej prośby, której za Jej pośrednictwem byśmy nie otrzymali.<br />Zbawco, dzięki Ci za Mateńkę którą nam dałeś. Za Wspólnotę Odnowy w Duchu Świętym &#8222;ZWIASTOWANIE&#8221; Chwała Tobie i Cześć, AMEN! ALLELUJA!!!<br />Chwała tobie BOŻE, zaiste &#8211; nasze ścieżki nie są Twoimi ścieżkami, a myśli nasze nie są myślami Twoimi. AMEN! ALLELUJA!!!]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 29 PaÂdziernik</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 29 PaÂdziernik</comments>
</item>
<item>
<title>Ofiarowany szatanowi, ocalony przez Jezusa</title>
<link>http://www.rozaniec.pun.pl/viewtopic.php?pid=59#p59</link>
<guid isPermaLink="false">59@http://www.rozaniec.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Od czwartego roku życia słyszałem wewnętrzne głosy. Byłem w stanie nawiedzenia &#8211; mówi Sergiusz Orzeszko.Jestem synem dyplomaty, który zaczął karierę w latach 60., dlatego nie przyjąłem chrztu, kiedy byłem mały. Później dowiedziałem się, że po urodzeniu zostałem rytualnie ofiarowany szatanowi, bez wiedzy moich rodziców &#8211; mówi 34-letni dziś Sergiusz. &#8211; Mieszkałem w Belgii, Francji i we Włoszech, w Rzymie. To Stolica Apostolska, ale ja żyłem tam w środowisku buddyjskim. Chodziłem do międzynarodowej szkoły. To był tygiel &#8211; wszystkie rasy, wszyst-kie języki europejskie. Moi koledzy w większości wierzyli w reinkarnację. Już od 7. roku życia zacząłem sobie zadawać pytania egzystencjalne i szukałem konkretnych odpowiedzi. Zaangażowałem się w filozofię buddyjską.<br /><br />To było połączone z praktykowaniem jednego ze stylów kungfu, bioenergoterapii i jogi. W wieku 15 lat wystawiłem siebie na próbę. Wprowadziłem się w stan śpiączki. Człowiek jest świadomy tego, co się dzieje dookoła, ale nie czuje bólu. W szpitalu przez 8 godzin kłuli mnie, klepali i dziwili się, że nie reaguję, choć normalnie oddychałem. Tylko serce biło nieco szybciej niż zwykle. Później zaczęły się poważne problemy. Bo jeśli ktoś angażuje się w jogę poważnie, to wiąże się to z okultyzmem. Wpadłem w praktyki okultystyczne w sensie ścisłym. Nie miałem żadnego mistrza. Od szóstego, a nawet od czwartego roku życia słyszałem wewnętrzne głosy. Byłem w stanie nawiedzenia, miałem kontakt z duchami. Te duchy mnie instruowały, wdrażały w rzekome tajemnice życia duchowego.<br /><br />Głos chce więcej<br />W wieku 16 lat ten głos oczekiwał ode mnie czegoś więcej niż kontrolowanie ciała. Chciał zrobić ze mnie potencjalnego zabójcę &#8211; osobę zdolną do wykonywania rzeczy, których przeciętny człowiek nie jest w stanie wytrzymać. To wyglądało jak szkolenie specnazu (rosyjskich wojsk specjalnych &#8211; przyp. J.D.). Tam, prócz zwykłych ćwiczeń szkolenia, wprowadza się w tajniki technik ściśle związanych z okultyzmem. I właśnie tak działo się ze mną. To, z czym miałem do czynienia, to był szatan. Wykorzystał moje problemy w rodzinie i niezliczone kompleksy po to, żeby mną zawładnąć, stać się dla mnie autorytetem. To bardzo proste &#8211; jeżeli człowiek jest zraniony, nie doświadczył miłości i żyje w grzechu pierworodnym, to ma naturalną skłonność do czynienia zła.<br /><br />I generalnie nie jest w stanie tego powstrzymać. Takie słabe jednostki (a mnie się wydawało, że jestem silny!) świetnie nadają się do robienia im prania mózgu. I to zły duch robił ze mną do czasu, gdy osiągnąłem 17 lat. Wtedy stwierdziłem, że nie daje mi to szczęścia. Że wciąż mam problemy wewnętrzne, kompleksy, brak poczucia bycia kochanym. Szczęście było dla mnie wtedy czymś absolutnie nieosiągalnym. Mimo że miałem nadprzyrodzone zdolności. Potrafiłem uzdrawiać (pozornie), wpływać na decyzje i emocje innych ludzi. Teraz wiem, że to było możliwe pod warunkiem, że taka osoba nie była w stanie łaski uświęcającej. Bo mdlałem na widok babci modlącej się na różańcu. Nie chcę mówić o szczegółach, bo boję się, że to może kogoś zachęcić. A to nie są jakieś sztuczki. To kontakt z bytem duchowym. To sprawa dla egzorcysty.<br /><br />Satanista i Bóg dobroci<br />W wieku 17 lat, w średniowiecznym zamku we Francji, przyznałem się, że w moim życiu nic nie gra. Klęknąłem i powiedziałem: &#8222;Boże, jeśli jesteś, to działaj&#8221;. Skąd wiedziałem, że Bóg jest? To nie była kwestia emocji ani intelektu. Uzyskałem wewnętrzną świadomość, że jest prawda i że jest Bóg. Mówiłem: &#8222;jeżeli jesteś&#8221;, ale wiedziałem, że On jest. I spodziewałem się wewnętrznej odpowiedzi. Nadeszła. Była taka: &#8222;Już dłuższy czas czekałem, żebyś zdecydował się na ten akt pokory. I Ja już ci pomogłem, ale owoc tej pomocy zobaczysz dopiero za kilka lat&#8221;. Wtedy po raz pierwszy w życiu doświadczyłem, że istnieje Bóg dobroci. Ktoś inny niż głos przemocy, którego przez tyle lat doświadczałem. Coś, co nie wyzwala lęku, ale koi egzystencjalny ból. Gdyby nie to, moje życie skończyłoby się samobójstwem.<br /><br />Odtąd szukałem Boga dobroci. Mimo to jeszcze przez krótki czas świadomie tkwiłem w satanizmie &#8211; jak alkoholik, który pije, choć już wie, że nie powinien. Nie byłem gościem, który latał z odwróconym krzyżem w czarnych portkach, żeby straszyć ludzi. Chodziłem w dobrze skrojonym garniturku. Tacy są prawdziwi sataniści &#8211; i oni są niebezpieczni. Potem się uspokoiłem. Byłem obojętny, zmęczony życiem. W wieku 20 lat wróciłem do Polski. Studiując fizjoterapię, poznałem krisznowców.<br /><br />Wiele mówili o reinkarnacji i Bogu dobroci. Tak, to musi być wspólnota, na którą czekałem &#8211; pomyślałem. Byłem w niej 3 lata. Po tym czasie nie dało się już ze mną żyć. Bo gdy guru powiedział, że moja narzeczona je mięso, więc jest nieczysta i nie może być moją żoną, to się spakowałem i wyjechałem do aśramu w Mysiadle koło Warszawy, żeby przygotowywać się do kapłaństwa (w rozumieniu krisznowców). Dla narzeczonej to był szok. Znalazła krisznowców na liście sekt. Poprosiła mnie przed rozstaniem o ostatnią przysługę &#8211; żebym spotkał się z dominikanką s. Michaelą Pawlik. To był czas, gdy widziałem jeszcze aurę. A aura narzeczonej, proszącej o to spotkanie, miała tak niezwykły kolor, że stwierdziłem, że to musi być coś ważnego.<br /><br />Okaleczenia, orgie, narkotyki<br />Mieliśmy z s. Michaelą 2-godzinną merytoryczną rozmowę. Ona była 13 lat w Indiach jako świecka pielęgniarka. Miała dostęp do świątyń. Widziała rytuały. Pacjenci opowiadali jej, jak wygląda ich religia i jak doktrynalnie usprawiedliwia okaleczanie dzieci, orgie sakralne i stosowanie narkotyków, które rzekomo pobudzają do uzyskania wyższej świadomości. To była inna twarz hinduizmu od tej, którą znamy z mediów.<br /><br />Od s. Michaeli dowiedziałem się, że jestem we wspólnocie, która stosuje synkretyzm religijny, tzn. zawiera elementy hinduistyczne (waisznawickie), ale też elementy objawienia Jezusa Chrystusa. Trzeba było zadać sobie pytanie, skąd wzięło się to połączenie. Okazało się, że krisznowcy ukrywali takie sprawy jak okaleczanie dzieci. Ukrywali, że wszystkie księgi hinduistyczne zostały zmodyfikowane w XIX w. za sprawą filozofa i wizjonera Rudolfa Steinera. Zostały z nich wycięte fragmenty, które były niezręczne z punktu widzenia mentalności europejskiej. To był dla mnie szok.<br /><br />Musiałem zweryfikować te informacje. Sprawdziłem to dzięki pomocy kompetentnych osób. Okazało się, że minione 3 lata mojego życia to była wielka pomyłka. Siostra opowiedziała mi też, kim jest Jezus. Wtedy otrzymałem łaskę wiary. Po trzech miesiącach przygotowania otrzymałem chrzest. Choć byłem przypadkiem nadającym się do egzorcyzmów, nie byłem odrębnie egzorcyzmowany. To się odbyło przy chrzcie. Złe duchy wyszły wtedy ze mnie jak cienie &#8211; bez bólu. Rozeznałem też, że nie mam powołania do życia w małżeństwie. Trzy tygodnie przed ślubem musiałem się wycofać. Narzeczonej było ciężko. Mnie było łatwiej, bo byłem umocniony jakąś specjalną łaską. Pan Bóg pocieszał mnie wewnętrznie. Ale to nie był taki głos jak te, które słyszałem od dzieciństwa. Różnica jest ogromna. To różnica między obcowaniem z kimś, kto cię absolutnie nienawidzi a obcowaniem z kimś, kto jest czystą dobrocią. W pierwszym przypadku, choćby ten głos był nie wiem jak słodki, to ze strachu ciarki chodzą po plecach.<br /><br />Ostre jazdy<br />Po trzech latach od nawrócenia przyjęto mnie do warszawskiego seminarium duchownego. Musiałem mocno pracować nad sobą, bo przez 24 lata żyłem w grzechu, pod wpływem psychicznego przymusu ulegania wadom moralnym. W dodatku one były we mnie utrwalane poprzez system etyczny, który mówił mi, że to jest dobre. Gdy człowiek się nawraca, otrzymuje łaskę. Ale ciało się odzywa. To jest jak z piciem kawy. Piłeś ją całe życie, a tu naraz nic? A z takimi jak ja sprawy są dużo trudniejsze niż z tą kawą.<br />Po czterech latach rozeznałem, że jestem powołany do Instytutu Dobrego Pasterza i pracy wśród ludzi przywiązanych do formy nadzwyczajnej rytu rzymskiego (liturgii łacińskiej). W tym roku mam otrzymać święcenia diakonatu, a w przyszłym święcenia kapłańskie. Odszedłem do instytutu z seminarium, otrzymując od wychowawców opinię, że jestem&#8230; normalny. Że miałem ostre jazdy, ale dzięki łasce Bożej udało się to uleczyć. Życzę tego wszystkim, którzy doświadczyli tego, co ja.]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 29 PaÂdziernik</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 29 PaÂdziernik</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.rozaniec.pun.pl/viewtopic.php?pid=58#p58</link>
<guid isPermaLink="false">58@http://www.rozaniec.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Cz1<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=NPQYa03S7gc&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=NPQYa03S &hellip; re=related</a><br /><br />Cz2<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=GjZb8MmhnzM&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=GjZb8Mmh &hellip; re=related</a><br /><br />Cz3<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=lJIGscn5W1w&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=lJIGscn5 &hellip; re=related</a><br /><br />Cz4<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=iDMdNEVvdmA&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=iDMdNEVv &hellip; re=related</a><br /><br />Cz5<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=vtgqorq3OqY&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=vtgqorq3 &hellip; re=related</a><br /><br />Cz6<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=xAWU_4dbzaY&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=xAWU_4db &hellip; re=related</a><br /><br />Cz7<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=D7kVpaxQRNs&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=D7kVpaxQ &hellip; re=related</a><br /><br />Cz8<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=hvMVNpXJP6M&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=hvMVNpXJ &hellip; re=related</a><br /><br />Cz9<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=FoX0CRNzFKs&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=FoX0CRNz &hellip; re=related</a><br /><br />Cz10<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=tKHEpo3SOoI&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=tKHEpo3S &hellip; re=related</a><br /><br />Cz11<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=XUUmLa096Y8&feature=related" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=XUUmLa09 &hellip; re=related</a><br /><br />Cz12<br />Niestety nie ma obecnie;/<br /><br />Cz13<br />Niestety nie ma obecnie;/<br /><br />Cz14<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=QUZz0B3VJ2Y&p=44BA0ED0D17E99A6" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=QUZz0B3V &hellip; D0D17E99A6</a><br /><br />Cz15<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=3h9Od_o15Ec&p=44BA0ED0D17E99A6" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=3h9Od_o1 &hellip; D0D17E99A6</a><br /><br />Cz16<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=vxOQwcGmgpc&p=44BA0ED0D17E99A6" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=vxOQwcGm &hellip; D0D17E99A6</a><br /><br />Cz17<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=ITm-snGP1kY&p=44BA0ED0D17E99A6" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=ITm-snGP &hellip; D0D17E99A6</a><br /><br />Cz18<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=SYZK6o7Adog&p=44BA0ED0D17E99A6" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=SYZK6o7A &hellip; D0D17E99A6</a><br /><br />Cz19<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=HAvexTxEyo8&p=44BA0ED0D17E99A6" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=HAvexTxE &hellip; D0D17E99A6</a><br /><br />Cz20<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=TFUqGQcHh54&p=44BA0ED0D17E99A6" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=TFUqGQcH &hellip; D0D17E99A6</a><br /><br />Cz21<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=fGCx7XtQA8Q&p=44BA0ED0D17E99A6" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=fGCx7XtQ &hellip; D0D17E99A6</a><br /><br />Cz22<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=yr4r3lnSais&p=44BA0ED0D17E99A6" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=yr4r3lnS &hellip; D0D17E99A6</a><br /><br />Cz23<br /><a href="http://www.youtube.com/watch?v=X0FQBdTfwRM&p=44BA0ED0D17E99A6" target="_blank" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=X0FQBdTf &hellip; D0D17E99A6</a>]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 29 PaÂdziernik</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 29 PaÂdziernik</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.rozaniec.pun.pl/viewtopic.php?pid=57#p57</link>
<guid isPermaLink="false">57@http://www.rozaniec.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<a href="http://piotrnatanek.pl/list-otwarty-w-sprawie-intronizacji-jezusa-chrystusa-na-krola-polski-i-krola-pozostalych-narodow-swiata" target="_blank" rel="nofollow">http://piotrnatanek.pl/list-otwarty-w-s &hellip; dow-swiata</a><br /><img class="postimg" src="http://www.brewiarz.katolik.pl/czytelnia/images/krol.jpg" alt="http://www.brewiarz.katolik.pl/czytelnia/images/krol.jpg" />]]></description>
<pubDate>Czwartek 28 PaÂdziernik</pubDate>
<comments>Czwartek 28 PaÂdziernik</comments>
</item>
</channel>
</rss>
